Witam wszystkich
po dłuższej przerwie. Wakacje się skończyły, grudzień na karku, Londyn na co
dzień zimny, szary i mokry. Nawet mnie chwyciła lekka jesienna depresja. Nie
wiem skąd się ona wzięła, czy to niedobór słońca czy magnezu, ale coś było
ostatnio nie tak. Na szczęście wracam na właściwą ścieżkę i a propos tego
chciałabym się z Wami podzielić pewnym moim spostrzeżeniem, może niezbyt
odkrywczym, ale w pewien sposób mogącym zmienić życie. Otóż żyjąc sobie, czytając i obserwując
otaczającą rzeczywistość doszłam do wniosku, że wszystko, cały świat siedzi w naszej głowie. Każdy
z nas jest zbiorowiskiem doświadczeń, poglądów, jest wypadkową tego, czego się
nauczył, jak go wychowano, tego, co przeżył, zobaczył, usłyszał. Dlatego też
wydaje mi się, że trudno pewne rzeczy stwierdzić na sto procent, dlatego tyle
jest nurtów w filozofii, czy religii, dlatego czasami tak trudno nam się
dogadać. Są chwilę, kiedy mam wrażenie, że każdy z nas jest jakby osobnym
światem. Jestem też przekonana, że nasze życie, jego jakość i przebieg zależy
tylko i wyłącznie od tego, co siedzi w naszych głowach. Od tego, jak odbieramy przytrafiające się nam wydarzenia i jak reagujemy na nie. Konsekwencje tego są
takie, że być szczęśliwymi możemy bez względu na wszystko, ale jest to nasza,
wewnętrzna robota. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że są trudne sytuacje, które nas czasami
przerastają. Ale wciąż, mając w głowie odpowiednie nastawienie jesteśmy w
stanie do problemów i kłopotów podejść z pewnym dystansem i traktować je jako
wyzwanie. Co sprawia, że będzie nam łatwiej je przezwyciężyć i nie załamać się.
A przecież o to chodzi, bo dobre i jasne dni w końcu nadejdą. Czasami złościmy się i denerwujemy, przeklinamy na czym
świat stoi, ale problemy zawsze się pojawią. Trzeba więc umieć sobie z nimi
odpowiednio radzić. Jak to ktoś napisał, jeśli na morzu są falę, czas nauczyć się
surfować. Musimy złapać odpowiednią perspektywę w stosunku do życia. Także w tych chwilach kiedy wszystko jest super, pamiętać, że mamy do tego pełne prawo i doceniać dobro, które nas spotyka oraz dziękować za to, co mamy.
Nasz umysł to bardzo potężny mechanizm, to nasza broń, ale niestety
obosieczna. Możemy sami siebie wywindować na najwyższy poziom, ale też sami
możemy siebie zniszczyć. Innymi słowy
perspektywa z jaką oglądamy świat, determinuje nasze przeżycia. Od tego
jakie znaczenie przypisujemy pewnym sytuacjom i wydarzeniom zależy to, jak
będziemy się czuć i zachowywać. Dlatego ważna jest praca nad sobą, ważne jest,
by przyglądnąć się temu, co w naszych głowach siedzi i pewne poglądy
zweryfikować. Żyjemy w cudownych czasach, które dają nam niesamowite
możliwości, jedyne niestety czego nam nie oferują, to odpowiedź na to jak żyć i
być szczęśliwym. Zamiast tego podsuwają nam łatwe i szybkie rozwiązania, za
pieniądze. Niestety życie nie jest takie proste, jak próbują nas przekonać
reklamy. Czasami zmiana myślenia, to ciężka praca. Tak
było w moim wypadku, bo kiedyś byłam dość negatywną osobą. Ciągle jeszcze
zdarzają mi się gorsze dni, jednak znam już drogę. Rok temu postanowiłam wziąć
odpowiedzialność za moje życie i szczęście, przestałam obwiniać cały
świat za mój smutek, czy pecha i zacząć działać. Pracować nad sobą. Uważam, że zmieniając
swoje myślenie, zmieniamy świat. Staniemy się także bardziej elastyczni, umiejąc
dostosować się i czerpać na nasz użytek z tego, co aktualnie posiadamy. Ideę umiejętności
dostosowania się znalazłam w książce „Zmień swoje życie w 7 dni” P. McKenna. Bardzo
mnie ona zainteresowała i jest to taki mały, nowy projekt w moim życiu, by na
problemy czy wyzwania starać się popatrzyć z innej, niż dotychczas perspektywy.
Aby ją wytłumaczyć posłużę się przykładem znalezionym w książce. Otóż kiedyś
śruby napędowe w statkach przytwierdzano metalowymi sworzniami (http://pl.wikipedia.org/wiki/Po%C5%82%C4%85czenie_sworzniowe :) ). Ludzie uważali, że muszą być one wykonane z
mocnego i twardego materiału, by były bezpieczne i wytrzymałe. Niestety
zrobione z metalu sworznie były tak sztywne, że kiedy zostały czymś uderzone,
od razu pękały. Dlatego budowniczy doszli w końcu do wniosku, że lepiej przytwierdzać
śruby okrętowe giętkimi gumowymi złączkami. Mimo, że materiał jest słabszy od
metalu, są one trwalsze i o wiele bezpieczniejsze dzięki swojej elastyczności. Nie
chcę przez to powiedzieć, że mamy być jak chorągiewki na wietrze. Chodzi o to,
by umieć złapać odpowiednie podejście do tego, co nam się przydarza, by szukać
takich rozwiązań i takiej perspektywy, która działa na naszą własną korzyść.
Pozostaje tylko
pytanie: jak zacząć zmieniać swoje myślenie, jak zweryfikować, czy jest ono
odpowiednie? Wydaję mi się, że należy na początku odpowiedzieć sobie na jedno pytanie:
czy jestem szczęśliwy? Reszta to już bardzo indywidualna sprawa, kazdy z nas musi znaleźć odpowiedź na to pytanie oraz musi znaleźć lub nauczyć się wyłapywać odpowiednią perspektywę. Ale każdy z nas wie jak to zrobić, trzeba wsłuchać się w nasz wewnętrzny głos oraz posiłkować się doświadczeniem innych.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz