O kurwa.
Reaktywacja!
Nie spodziewałam się tego totalnie.
Znaczy tak. Spodziewałm się, że powrócę do pisania i wrzucania tego w sieć, bo ostatnio aż mnie skręca, żeby dać ujście emocjom i myślom, żeby je gdzieś z siebie wyrzucić. Stanęłam natomiast przed wyborem - zakładanie nowego bloga czy powrót do starego. I jak już miałam gotowe rozwiązanie, pojawiał się kolejny dylemat, pisać jako ja czy stać się pisarko-poetką i tworzyć fikcyjny świat? Pisać porady życiowe, czy raczej tworzyć ładne słowa? Pisać szczerze do bólu, co mi nie pasuje i dać się wciągnąć w grę krytyki, i postawić siebie na wysokości obserwatora, dając sobie, tym samym uprzywilejwane - ja wiem lepiej? Czy ze skromnością i w cichości serca, z dystansem pisać o świecie naokoło, delikatną wybierając formę i treść?
O maj Gad. Wciąż nie wiem.
Jednak za radą mojej złotej i ukochanej Belli wracam tutaj. Upraszczam wszystko jak się da, czyli raczej będę po prostu pisać. Pisać. Pisać. Pisać. O wszystkim i o niczym. O tym, co wiem i czego chciałabym się dowiedzieć. O magicznych formułach tego zwyczajnego świata. O radościach i tragediach. O dylematach. O buncie. O diagnozach jakie stawiam, kiedy przyglądam się temu wszystkiemu. O pięknie i delikatnej harmonii wszechświata. Na pewno będzie dużo o ideach i dużo będzie idealistycznych poglądów. O motywacji do życia. Właściwie może o sposobach na życie? Jak, do cholery, wycisnąć z niego więcej? Jak być szczęsliwym. Jak być kobietą. Na pewno wspomnę o książkach, o muzyce, o sztuce. I o ludziach. Bo to oni są esencją mego życia. Jednak rezygnuje z wcześniejszej formy, bloga, który ma motywować. Będzie raczej: Jestem Kaśka, mieszkam w Londynie, i mówię jak jest. Chcesz, to korzystaj.
A może będzie po prostu o niczym?
Zostawiam starą zawartość, bo możliwe że jest tam coś ciekawego. A na pewno jest ona świadectwem tego kim jestem i jaką drogę przeszłam, jakie kierunki obrałam. No i chyba zabawnie będzie powrócić do tego wszystkiego po pół roku. Kim jestem dziś? Czym jest świat? Tak naprawdę wcale się nie zmieniamy. Uczymy się tylko.
Chciałam też odświerzyć wizualnie to miejsce, jestem estetką, więc chciałabym, żeby było ślicznie... Jednak wyszło jak wyszło... W ogóle nie znam się na tworzeniu stron, nawet takich podstawowych jak blogi. No i za cholerę nie mam do tego cierpliwości!!! Jedyne, co ogarnęłam, to zmiana koloru, wybrałam trochę różu, zamiast czerni, żeby nie odstraszać przypadkowych przybyszów. I nowy obrazek. Coolerski, no nie? Girl Power Forever! Zresztą na koniec stwierdziłam, że nie ma co udziwniać. Chodzi o to, żeby sobie popisać. I wysłać sygnał do wszechświata. Hej, tu jestem. Jeśli jesteś nienormalny, tą samą nienormalnością, co ja - odezwij się.
Welcome back.
środa, 30 grudnia 2015
sobota, 25 kwietnia 2015
London love
Dziś zabieram Was w małą podróż po Londynie. Z tym miastem jest tak, że albo go kochasz, albo nienawidzisz. Ja, jak już wspominałam kiedyś, mimo wszystko kocham. I jeśli go kochasz, on odwzajemnia to uczucie i pokazuje swoje słodkie tajemnice i zakamarki. Odsłania oblicze, które jest całkiem odmienne, od tego, które możecie znaleźć w przewodnikach, poradnikach i popularnych publikacjach.
Zapomnijcie więc o czerwonych budkach, królowej, książętach, tłoku na Oxford Circus i Trafalgar Square. Niah. Dziś zobaczycie kanały. Są to malutkie rzeki, którymi poprzecinane są niektóre dzielnice Londynu. Zostały one wybudowane na początku dziewiętnastego wieku, aby połączyć Tamizę z Grand Union Canal. Tym samym miały ułatwić i usprawnić transport poprzez Londyn. Na kanałach pływały barki transportując drewno, węgiel, żywność i wszystko inne. Początkowo barki były ciągnięte przez konie, które poruszały się po brzegu, z czasem oczywiście zamontowano silniki. Aby umożliwić przepływ barkom poprzez kanały, zbudowano na nich śluzy, mosty oraz tunele. Mimo, że kolej odebrała barkom i kanałom ich główne zadanie, w Londynie jeszcze długo wykorzystywano je do transportu. Z czasem jednak technika musiała dopiąć swojego i pierwotna funkcja kanałów zanikła. Jednak nie same kanały, ani nie barki.
Dziś wzdłuż kanałów znajdują się drogi przeznaczone dla spacerowiczów i rowerzystów. Poruszając się wzdłuż nich, można zobaczyć Londyn niezwykły i uroczy. Londyn, o którym czasami sami Londyńczycy nie mają pojęcia, nie mówiąc o turystach. Mijamy więc pola, łąki, kolorowe ogrody oraz różnorodne dzielnice. Bloki, małe domeczki, puby i kawiarenki. Mijamy wielu ludzi spacerujących lub przejeżdżających wzdłuż kanału. Mijamy wielu, którzy zasiedli w pubie na ogródku, by odpocząć lub spotkać się ze znajomymi. Na samym kanale natomiast znajdziemy setki uroczych barek. Tych samych, które 100 i 200 lat temu transportowały różnorodne towary. Dziś pięknie i kolorowo odrestaurowane. Co jakiś czas jedna z nich przepływa powoli kanałem z wesołą załogą na pokładzie. Reszta spoczywających barek jest przycumowana wzdłuż kanału, mamy więc cały czas szansę podziwiać ich kolorowe fasadki. Trudno samemu nie zacząć marzyć o posiadaniu takiej barki, aby móc w wolnym czacie udać się na wodną wycieczkę. Co zachwyca mnie jeszcze bardziej, niektórzy wykorzystują barki do stworzenia mini kawiarń, pubików, czy nawet księgarenek. Przysięgam moje serce bije szybciej kiedy widzę takie śliczne miejscóweczki.
Na pewno miejscem do którego najłatwiej dotrzeć i zobaczyć kanał jest Camden Town, które w centralnej części przecina właśnie Regent’s Canal. Warto zejść z drogi lub mostu i przespacerować się kawałek lub nawet usiąść i poobserwować sobie to ciekawe miejsce. Moim jednak ulubionym kanałem River Lee Navigation. Prowadzi on z Tottenham (znaczy zaczyna się gdzieś wcześniej, ale z tego miejsca zawsze zaczynam wycieczkę) do jednej z moich ulubionych dzielnic, Hackney Wick, poprzez Stratford, a potem aż do Canary Warf i samej Tamizy. Z tym kanałem, właściwie jego odkryciem wiążę się super przygoda. Otóż w zeszłoroczne lato postanowiłam ściągnąć do Londynu mój rower. Kiedy wreszcie zjawił się on na miejscu razem z Łukaszem postanowiliśmy się wybrać na pierwszą wycieczkę rowerową. Bez wielkiego pakowania się wsiedliśmy i ruszyliśmy poprzez łąki na Tottenham. Tam właśnie znaleźliśmy się przy kanale, nie wiedząc gdzie on prowadzi. Po małej dyskusji dotyczącej, którą stronę kanału wybrać na zwiedzanie skierowaliśmy się w lewo. I tak oto pierwszy raz zobaczyliśmy kanał i całą piękna infrastrukturę z nim związaną. Zachwytom nie było końca w trakcie zmieniającego się krajobrazu. W końcu wjechaliśmy do dzielnicy, która przywitała nas graffiti na ścianie starych budynków oraz tłocznymi pubami umieszczonymi bezpośrednio nad kanałem. I można powiedzieć, zaczęło się robić ciekawie. Ale za chwilę pojawiło się utrudnienie. Okazało się, że część drogi wzdłuż kanału jest zamknięta dla ruchu rowerowego ponieważ jest wyjątkowo wzmożony ruch pieszych. Postanowiliśmy więc zostawić na chwilę rowery i zobaczyć, gdzie jesteśmy i co się właściwie dzieje. Tak znaleźliśmy się na Hackney Wick. Dzielnicy należącej do Hackney, która jest pełna starych ceglanych budynków, wielkich magazynów, graffiti i street artu, dzielnicy artystów i hipsterów, oraz całej mieszanki cudownych i kolorowych ludzi, których nie da się zakwalifikować do żadnej subkultury. W dniu kiedy tam zajechaliśmy odbywał się właśnie festiwal nazywany Hackney Wicked. Okazało się, że kilka z miejscowych magazynów zostało przeznaczone na studia dla artystów wszelkiego rodzaju. Fotografów, malarzy, grafików, rzeźbiarzy i wielu innych. I raz do roku otwierają oni swoje studia dla publiczności i umożliwiają podglądnięcie ich pracy oraz zadanie kilku pytań lub nawiązanie współpracy. Sam pomysł wykorzystania opuszczonych magazynów, a potem zrobienie z tego jeszcze festiwalu uważam za genialny. Przy okazji oczywiście jest też dużo muzyki, jedzenia i świetnej zabawy. Nie zastanawialiśmy nawet minuty i daliśmy się ponieść przygodzie. Udało nam się zobaczyć kilka pracowni, porozmawiać z kilkoma przemiłymi osobami. A potem skierowaliśmy się tam, gdzie dobiegała muzyka…. A było to… na brzegu kanału. Właściciele jednej z barek zamienili ją na party barkę. W środku mieli dj’kę z konsoletami. Na dachu barki ustawili wielkie głośniki. Zaprosili na pokład – dach kilka osób, reszta zgromadziła się na brzegu i daliśmy się ponieść muzyce. To był jeden z najpiękniejszych wieczorów. Muzyka była idealna, grała w rytmie mego serca, nade mną rozpościerało się rozgwieżdżone niebo, a ja byłam w sercu jednej z największych stolic Europy. Razem z moim ukochanym. Otoczona tłumem kolorowych i roześmianych ludzi. Ta noc trwała jeszcze długo, ale to już opowieść na jakąś inną okazję.
Od tego czasu ciągle wracam w te miejsca oraz poznaje ich nowe części.
Jeśli będziecie kiedyś w Londynie, konieczni poszukajcie jakiegoś kanału i dajcie się zaprosić do całkiem innego świata. Jeśli będziecie w sierpniu, koniecznie szukajcie informacji o Hackney Wicked.
Poniżej, dla zobrazowania, zamieszczam serię pięknych zdjęć wykonaną przez Kate Wets. (po więcej koniecznie zajrzyj tu: https://katewets.wordpress.com/
Zapomnijcie więc o czerwonych budkach, królowej, książętach, tłoku na Oxford Circus i Trafalgar Square. Niah. Dziś zobaczycie kanały. Są to malutkie rzeki, którymi poprzecinane są niektóre dzielnice Londynu. Zostały one wybudowane na początku dziewiętnastego wieku, aby połączyć Tamizę z Grand Union Canal. Tym samym miały ułatwić i usprawnić transport poprzez Londyn. Na kanałach pływały barki transportując drewno, węgiel, żywność i wszystko inne. Początkowo barki były ciągnięte przez konie, które poruszały się po brzegu, z czasem oczywiście zamontowano silniki. Aby umożliwić przepływ barkom poprzez kanały, zbudowano na nich śluzy, mosty oraz tunele. Mimo, że kolej odebrała barkom i kanałom ich główne zadanie, w Londynie jeszcze długo wykorzystywano je do transportu. Z czasem jednak technika musiała dopiąć swojego i pierwotna funkcja kanałów zanikła. Jednak nie same kanały, ani nie barki.
Dziś wzdłuż kanałów znajdują się drogi przeznaczone dla spacerowiczów i rowerzystów. Poruszając się wzdłuż nich, można zobaczyć Londyn niezwykły i uroczy. Londyn, o którym czasami sami Londyńczycy nie mają pojęcia, nie mówiąc o turystach. Mijamy więc pola, łąki, kolorowe ogrody oraz różnorodne dzielnice. Bloki, małe domeczki, puby i kawiarenki. Mijamy wielu ludzi spacerujących lub przejeżdżających wzdłuż kanału. Mijamy wielu, którzy zasiedli w pubie na ogródku, by odpocząć lub spotkać się ze znajomymi. Na samym kanale natomiast znajdziemy setki uroczych barek. Tych samych, które 100 i 200 lat temu transportowały różnorodne towary. Dziś pięknie i kolorowo odrestaurowane. Co jakiś czas jedna z nich przepływa powoli kanałem z wesołą załogą na pokładzie. Reszta spoczywających barek jest przycumowana wzdłuż kanału, mamy więc cały czas szansę podziwiać ich kolorowe fasadki. Trudno samemu nie zacząć marzyć o posiadaniu takiej barki, aby móc w wolnym czacie udać się na wodną wycieczkę. Co zachwyca mnie jeszcze bardziej, niektórzy wykorzystują barki do stworzenia mini kawiarń, pubików, czy nawet księgarenek. Przysięgam moje serce bije szybciej kiedy widzę takie śliczne miejscóweczki.
Na pewno miejscem do którego najłatwiej dotrzeć i zobaczyć kanał jest Camden Town, które w centralnej części przecina właśnie Regent’s Canal. Warto zejść z drogi lub mostu i przespacerować się kawałek lub nawet usiąść i poobserwować sobie to ciekawe miejsce. Moim jednak ulubionym kanałem River Lee Navigation. Prowadzi on z Tottenham (znaczy zaczyna się gdzieś wcześniej, ale z tego miejsca zawsze zaczynam wycieczkę) do jednej z moich ulubionych dzielnic, Hackney Wick, poprzez Stratford, a potem aż do Canary Warf i samej Tamizy. Z tym kanałem, właściwie jego odkryciem wiążę się super przygoda. Otóż w zeszłoroczne lato postanowiłam ściągnąć do Londynu mój rower. Kiedy wreszcie zjawił się on na miejscu razem z Łukaszem postanowiliśmy się wybrać na pierwszą wycieczkę rowerową. Bez wielkiego pakowania się wsiedliśmy i ruszyliśmy poprzez łąki na Tottenham. Tam właśnie znaleźliśmy się przy kanale, nie wiedząc gdzie on prowadzi. Po małej dyskusji dotyczącej, którą stronę kanału wybrać na zwiedzanie skierowaliśmy się w lewo. I tak oto pierwszy raz zobaczyliśmy kanał i całą piękna infrastrukturę z nim związaną. Zachwytom nie było końca w trakcie zmieniającego się krajobrazu. W końcu wjechaliśmy do dzielnicy, która przywitała nas graffiti na ścianie starych budynków oraz tłocznymi pubami umieszczonymi bezpośrednio nad kanałem. I można powiedzieć, zaczęło się robić ciekawie. Ale za chwilę pojawiło się utrudnienie. Okazało się, że część drogi wzdłuż kanału jest zamknięta dla ruchu rowerowego ponieważ jest wyjątkowo wzmożony ruch pieszych. Postanowiliśmy więc zostawić na chwilę rowery i zobaczyć, gdzie jesteśmy i co się właściwie dzieje. Tak znaleźliśmy się na Hackney Wick. Dzielnicy należącej do Hackney, która jest pełna starych ceglanych budynków, wielkich magazynów, graffiti i street artu, dzielnicy artystów i hipsterów, oraz całej mieszanki cudownych i kolorowych ludzi, których nie da się zakwalifikować do żadnej subkultury. W dniu kiedy tam zajechaliśmy odbywał się właśnie festiwal nazywany Hackney Wicked. Okazało się, że kilka z miejscowych magazynów zostało przeznaczone na studia dla artystów wszelkiego rodzaju. Fotografów, malarzy, grafików, rzeźbiarzy i wielu innych. I raz do roku otwierają oni swoje studia dla publiczności i umożliwiają podglądnięcie ich pracy oraz zadanie kilku pytań lub nawiązanie współpracy. Sam pomysł wykorzystania opuszczonych magazynów, a potem zrobienie z tego jeszcze festiwalu uważam za genialny. Przy okazji oczywiście jest też dużo muzyki, jedzenia i świetnej zabawy. Nie zastanawialiśmy nawet minuty i daliśmy się ponieść przygodzie. Udało nam się zobaczyć kilka pracowni, porozmawiać z kilkoma przemiłymi osobami. A potem skierowaliśmy się tam, gdzie dobiegała muzyka…. A było to… na brzegu kanału. Właściciele jednej z barek zamienili ją na party barkę. W środku mieli dj’kę z konsoletami. Na dachu barki ustawili wielkie głośniki. Zaprosili na pokład – dach kilka osób, reszta zgromadziła się na brzegu i daliśmy się ponieść muzyce. To był jeden z najpiękniejszych wieczorów. Muzyka była idealna, grała w rytmie mego serca, nade mną rozpościerało się rozgwieżdżone niebo, a ja byłam w sercu jednej z największych stolic Europy. Razem z moim ukochanym. Otoczona tłumem kolorowych i roześmianych ludzi. Ta noc trwała jeszcze długo, ale to już opowieść na jakąś inną okazję.
Od tego czasu ciągle wracam w te miejsca oraz poznaje ich nowe części.
Jeśli będziecie kiedyś w Londynie, konieczni poszukajcie jakiegoś kanału i dajcie się zaprosić do całkiem innego świata. Jeśli będziecie w sierpniu, koniecznie szukajcie informacji o Hackney Wicked.
Poniżej, dla zobrazowania, zamieszczam serię pięknych zdjęć wykonaną przez Kate Wets. (po więcej koniecznie zajrzyj tu: https://katewets.wordpress.com/
Tu jeszcze kilka, znalezionych zdjęć w internetach:
PS: Przepraszam za tak długą przerwę w pisaniu, ale ostatnio mam nawał
pracy i turbo nawał przygotowań przedślubnych, bo zbliża się TEN dzień wielkimi
krokami. Nie mogę przysiąc, że to się zmieni od przyszłego tygodnia, natomiast
połowa maja, mam nadzieje będzie już spokojniejsza i wtedy postaram się wrócić
do bardziej regularnych postów.
niedziela, 5 kwietnia 2015
Wiara czyni cuda
Alleluja!
W ten dzień
radosny chcę napisać jedno. Uwierz.
Uwierz w siebie. Uwierz w dobrą
przyszłość. Uwierz, że masz siłę. Uwierz, że jutro będzie lepsze. Uwierz, że czekają
na Ciebie wspaniałe chwilę. Uwierz, że możesz.
Prawdą jest to, że jesteś tym, czym
myślisz. To, co siedzi w Twojej głowie, to jak odbierasz rzeczywistość,
manifestuje się w Twoim życiu. Na każdym kroku. Życie jest jakie jest i będą
przydarzać Ci się różne sytuację. Tylko i wyłącznie od Ciebie zależy jak je
będziesz postrzegał. To znana i stara prawda. Podział na optymistów i
pesymistów. Jednak nie chodzi tutaj o usposobienie. Chodzi o Twoją decyzję. O
Twój największy wybór. To czym karmisz swój umysł, to jakie masz myśli, ma
największy wpływ na to, jak będzie wyglądał świat wokół Ciebie.
Dlatego tak ważne
jest aby wierzyć.
Nie chcę być demagogiem, ani poręczycielem
jakiegokolwiek kościoła. Natomiast uważam, że wszystkie święte księgi są
przepełnione prawdziwą i świętą mądrością. I w każdej z nich można znaleźć teksty
o tym, jak ważna jest wiara. Czytając różne książki, podążając za filozofami i myślicielami
zaczęłam to dostrzegać. Wszędzie, bez względu na wyznawana religię czy
światopogląd podkreśla się jak ważna jest wiara. Na całym świecie. Jeśli wyjąć
to na chwilę z kontekstu religii zaczyna się dostrzegać pewną uniwersalną prawdę.
Wiara jest podstawą wszystkiego. Czy to buddyzm czy katolicyzm. Czy czytający książkę Sekret czy
słuchając amerykańskich couchów. Przesłanie jest jedno. Uwierz.
Dlaczego modlitwy są tak skuteczne?
Dlaczego uzdrowienia mają miejsce? Dlaczego w kościele tak długo przebiega
proces beatyfikacyjny? A hipnoza? Podczas której można człowiekowi wmówić wszystko?
Absolutnie wszystko. Stanie się deską, czy zwierzęciem. Efekt placebo. Nawet jeśli
podamy komuś sztuczny lek, albo po prostu witaminę C, jest on w stanie
ozdrowieć…
Oto jak potężna
jest wiara. Oto jak potężny jest nasz umysł…
Nie chodzi o
wiarę w Boga. Chodzi o wiarę w ogóle.
Człowiek jest w
stanie dokonać wszystkiego. Na przykład zbudować maszynę, która zabierze go w
kosmos. Jednak najpierw ktoś jako pierwszy w to uwierzył. Słyszałam kiedyś też historię
o tym, że sto lat temu ludzie uważali, że nie są już w stanie biegać szybciej. Lekarze
i fachowcy stwierdzili, że ludzki organizm ma daną wytrzymałość i możliwości i,
że już nie da się po prostu szybciej. Jednak w końcu znalazł się gość, który
wierzył, że jest w stanie przebiec dany dystans poniżej minuty. I udało się. I
ciągle się udaje. Mimo, że są ustalane rekordy, to ludzie właśnie wciąż i wciąż
je pobijają. Czy to kiedyś się zatrzyma? Czy jest jakaś granica? Myślę, że jak
długo ludzie będą wierzyli, że są w stanie osiągnąć więcej, tak długo właśnie
będą ustalać nowy rekord.
Przestań wątpić już dziś. Co masz do
stracenia? Dlaczego ludzie tak bardzo odsuwają się od tych prostych rzeczy? Dlaczego
wmawiają sobie, że na coś nie zasługują? Że nigdy im się nie uda? Że coś jest nie
możliwie? Dlaczego sami sobie utrudniamy życie i odcinamy się od szczęścia na
które zasługujemy?
Przecież każdy z nas jest człowiekiem. Rodzimy
się jako tabula rasa. Wiem, są pewne czynniki, sprawiające, że jedni mają
lepiej, drudzy gorzej. Ale tak naprawdę jesteśmy tacy sami i dane nam są takie
same szanse i okazję. To co zrobimy z naszym życiem, to tylko i wyłącznie nasza
sprawa. Dlatego czas przestać utrudniać sobie życie. Być swoim wrogiem. Czas
uwierzyć. Uwierzyć w siebie, w drugiego człowieka, w dobro. Jeśli w coś wierzysz,
w końcu to przyciągniesz, a Twoje życie stanie się takie, jakiego pragniesz.
Wczoraj przypomniało mi się czasy kiedy
byłam mała. Wtedy dużą część mojego życia poświęcałam wyobrażeniom, że jestem w
bajce. Byłam księżniczką, albo jakimś zwierzątkiem. I przypomniał mi się ten
słodki smak życia wtedy. Chcę żeby moje życie było takie znowu. Chcę widzieć w
nim rzeczy, których być może inni już nie widzą. Chcę wierzyć, że życie jest piękne
i, że mogę wszystko.
Ty też możesz. Jesteś cudowny/a i wyjątkowy/a
jako człowiek. Nie muszę Cię znać, by to wiedzieć. Ja wierzę w Ciebie, wierzę,
że jesteś w stanie osiągnąć swoje cele, spełnić swoje marzenia.
Możesz o wiele
więcej.
Uwierz w to i Ty.
Wesołych świąt!
niedziela, 22 marca 2015
O lęku
Lęk to hologram.
Ostatnio
znalazłam zdjęcie na którym widniał przystanek z plakatem głoszącym "Fear is a Hologram".
Jakie to prawdziwe.
Na początku,
słowem wstępu, chciałabym zaznaczyć, że należy odróżnić lęk od strachu. Strach
występuje jako reakcja na konkretną sytuację, kiedy nasze ciało przygotowuje
się do ucieczki w odpowiedzi na realne zagrożenie. Jest więc potrzeby, pożądany
i często ratuje nam tyłek. Lęk natomiast jest to podobne uczucie z tą różnicą,
że nie wywołane przez żadne realne zagrożenie, pojawiające się w naszych głowach
bardziej jako przeczucie czegoś złego, co może nastąpić. Może, ale nie musi.
Kiedy moje życie zaczęło się zmieniać,
kiedy postanowiłam zacząć stosować techniki motywacyjne i wkroczyłam, że tak
napisze, na ścieżkę samorozwoju, to po jakimś pół roku ostatecznie zrozumiałam, że jednym z moich
największych problemów jest lęk. Że pod cienką warstwą tego wszystkiego, co
mnie blokowało, dołowało, smuciło, czy zatrzymywało przed nowymi działaniami, kryło
się, nie co innego jak właśnie lęk. Bałam się o wszystko. Samotnych powrotów
późno w nocy, nowych początków, bałam się o moich bliskich, o to, co sobie
ludzie pomyślą. O to, co powiedzą. Czasami totalnie dawałam się temu ponieść i zdarzało mi się płakać,
bo nie wiedziałam jak pokierować moim życiem, kim być, bo bałam się, że zmarnuję
życie. Bałam się, że zostanę sama, bałam się, że nie podołam. Że będzie bolało. Itd. Itp.
Jednak w końcu
spojrzałam strachowi w jego wielkie oczy. I wiecie co? Okazało się, że nie ma
czego się bać. I kiedy raz przekroczyłam tę granicę, staram się już nie wracać. Nawet jeśli czasem się zapomnę, staram się szybko wziąć się garść i przypomnieć sobie o kilku ważnych faktach.
Po pierwsze jeśli
przyjrzymy się, czym faktycznie jest lęk… Jest to tylko zjawisko zachodzące w
naszym umyśle. Reakcja chemiczna, która wytwarza się w naszym organizmie w
odpowiedzi na pewne nasze wyobrażenia sytuacji lub planowanie przyszłości. Po
prostu proces i odczucia. Nic prawdziwego. Tam też możemy szybko położyć temu kres.
Po drugie w
sytuacji faktycznego zagrożenia, kiedy musimy stawić czoła trudnej sytuacji
boimy się tylko przez chwilę. W pierwszej reakcji. Potem nasze ciało zaczyna
działać, często na zasadzie odruchu. Nie mamy wtedy czasu na siedzenie i
biadolenie, co my też, biedni poczniemy. Nie ma miejsca na lęk. Wręcz
przeciwnie, do naszej krwi dostaje się potężna dawka kortyzolu i adrenaliny,
które sprawiają, że działamy bez namysłu, zazwyczaj ze 100% skutecznością. Człowiek
postawiony w obliczu sytuacji krytycznej jest zdolny do przekraczania swoich
własnych granic, potrafiąc podnieść, np. samochód. Wyostrza się refleks i nasze
zmysły. Na pewno wiecie o czym mówię. Na pewno uniknęliście kiedyś bolesnej
kontuzji, upadku czy wypadku samochodowego, sami do końca nie wiedząc jak. Musimy więc zaufać sobie i naturze.
Po trzecie, jeśli
popatrzycie na swoją przeszłość zobaczycie, że już niejednokrotnie musieliście stawić
czoła jakiejś trudnej sytuacji. Czy to kłopoty w szkole/pracy, czy zawód miłosny
i złamane serce, czy brak pieniędzy. Jednak dzisiaj macie to za sobą, co oznacza,
że poradziliście sobie! Przeżyliście upadki,
zdrady, bezsenne noce, przepłakane godziny. Choroby i czyjeś odejście. Przeżyliście,
co sprawiło, że dziś jesteście mądrzejsi i twardsi. I co oznacza, że dacie
sobie rady w jakiejś innej sytuacji.
Po czwarte. Mówi
się, że ludzie zamartwiają się o tysiące rzeczy, z których i tak nawet połowa
się nie wydarzyła. Po co robić to na zapas?
Sprawa ostatnia.
Polecę trochę w banał, ale takie jest nasze życie. Raz jest dobrze, a potem
jest źle. A potem znowu dobrze. Czemu tak jest, to rozkmina na jakieś dłuższe,
filozoficzne popołudnie, która i tak zostanie bez odpowiedzi. Fakt jest jednak
taki, że te trudne chwile są nieodłączną częścią naszego żywota. Po co więc
zadręczać się już dziś w chwilach dobrych, tym, co może pójść nie tak?
Zaakceptujmy życie w pełni takie, jakim jest. Skupmy się na tym, co dzieje się
teraz i przestańmy roztrząsać i zastanawiać się, co może pójść źle. Przestańmy
przygotowywać się na złe chwilę! Wierzę w to, że nasze myśli wysyłają w pewien
sposób energię do świata, i że dostajemy tą samą energię z powrotem. Jeśli więc
w kółko dręczymy się złymi przeczuciami i zmartwieniami prawdopodobnie w końcu
to właśnie dostaniemy. Dlatego tak ważne jest, by karmić się pozytywnymi,
radosnymi obrazami.
Na pewno warto spróbować! Poczuj tę
wolność! Odetnij się od tego wyimaginowanego strachu, który tylko hamuje Ciebie
i Twój rozwój! Daj ponieść się chwili, swoim pragnieniom, swojej wyobraźni. Tak
naprawdę nie masz nic do stracenia. Mamy jedno życie i trzeba korzystać z niego
ile wlezie, podejmując jak najwięcej prób! Nawet jeśli raz się pomylisz, raz
coś się nie uda… Jutro jest nowy dzień. I będziesz mądrzejszy o tę jedną
lekcję. I będziesz mógł znowu spróbować.
Lek to hologram. Nie istnieje. W momencie
kiedy przekroczysz jego granicę, zobaczysz że lęku tam już nie ma.
sobota, 14 marca 2015
Sobotni poranek
1.Kiedy nie dostajesz tego, co chcesz, dostajesz coś lepszego - doświadczenie.
2. Wszystko się zmienia, kiedy Ty się zmieniasz.
3. Nieważne jak na Ciebie mówią. Ważne, kiedy odpowiadasz.
4. Sam decydujesz, ile jesteś wart.
5. Na błędy też jest miejsce.
6. Najczęściej jedyną osobą, jaka stoi Ci na drodze, jesteś Ty sam.
7. To, co wygląda na koniec, może być nowym początkiem.
8. Zamiast próbować być najlepszy na świecie, bądź najlepszy dla świata.
9. Jeśli możesz komuś pomóc, zrób to. Jeśli możesz kogoś zranić, powstrzymaj się.
10. To, ze ktoś podąża inną ścieżką niż Ty, nie znaczy jeszcze, że się zgubił!
11. Żeby dowiedzieć się, kim jesteś, pożegnaj się z tym, kim NIE jesteś.
12.Nawet kiedy czujesz się niewidzialny, ktoś widzi Twoją pracę.
13. Bądź czyimś bohaterem.
14. Pozwólmy łagodności opanować świat.
15. Bóg kończy to, co zaczniemy.
2. Wszystko się zmienia, kiedy Ty się zmieniasz.
3. Nieważne jak na Ciebie mówią. Ważne, kiedy odpowiadasz.
4. Sam decydujesz, ile jesteś wart.
5. Na błędy też jest miejsce.
6. Najczęściej jedyną osobą, jaka stoi Ci na drodze, jesteś Ty sam.
7. To, co wygląda na koniec, może być nowym początkiem.
8. Zamiast próbować być najlepszy na świecie, bądź najlepszy dla świata.
9. Jeśli możesz komuś pomóc, zrób to. Jeśli możesz kogoś zranić, powstrzymaj się.
10. To, ze ktoś podąża inną ścieżką niż Ty, nie znaczy jeszcze, że się zgubił!
11. Żeby dowiedzieć się, kim jesteś, pożegnaj się z tym, kim NIE jesteś.
12.Nawet kiedy czujesz się niewidzialny, ktoś widzi Twoją pracę.
13. Bądź czyimś bohaterem.
14. Pozwólmy łagodności opanować świat.
15. Bóg kończy to, co zaczniemy.
Znalezione na Soup.io
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































