środa, 30 lipca 2014

Dream a little dream...

     Kiedyś słyszałam wywiad w którym Maciej Stuhr opowiadał o bardzo mocnym kazaniu, które usłyszał podczas wielkanocnej mszy. Brzmiało ono tak: „Marniejemy!” (Koniec kazania).

Chciałabym w takim duchu, poniekąd z „ambony” mojego bloga krzyknąć i ja: NIE MARZYMY!

Pamiętacie czasy, kiedy byliśmy dziećmi? Bez komputerów i tysiąca lekcji? Wybiegaliśmy na pole/dwór i w samotności, bądź z innymi dzieciakami puszczaliśmy wodzę wyobraźni. A świat zmieniał się w totalnie inną rzeczywistość. Liście były pieniędzmi, ulepione babki z piasku wykwintnymi potrawami, a pod namiotami z koców rozmawialiśmy z duchami. Byliśmy piosenkarzami, mafiosami, zwierzętami, rodzinami z dziwacznymi koneksjami, ale przede wszystkim królami świata. Wraz z wiekiem nasze marzenia się zmieniały, ja na przykład, coraz częściej wyobrażałam sobie siebie jako nastolatkę, która ma chłopaka, paczkę znajomych, swój zespół, a wieczorami wychodzi na przyjęcia (tutaj ukłon w stronę maminej szafy). Moje koleżanki marzyły o lataniu samolotem i byciu stewardessą. Nauczycielką. Mamą. I tak dalej.

A potem?
Potem dorosłam i zapomniałam jak się to robi. Miejsce marzeń zajęły, nie wiem kiedy: zmartwienia, problemy, planowanie, rozważanie, wspominanie, wymyślanie. I w pewnej chwili przyszła ta refleksja: ja nie marzę! Nie wyobrażam sobie przed snem tego, co chciałabym robić, kim chciałabym być w moim idyllicznym świecie. Moje życie było jakby pozbawione polotu. Po prostu dałam się nabrać na dorosłość i pragmatyzm. 

Na szczęście marzenia to coś, co po prostu wiesz jak robić. Wystarczyło zamknąć oczy i pozbyć się barier.

Spróbuj i Ty. Jeśli też dałeś się wciągnąć w labirynt dorosłości, a sto ważniejszych rzeczy zajmuje Twój czas i myśli. Powiedz ”nie” konwenansom. Szarej codzienności. Stań się na powrót dzieckiem. Usiądź wygodnie i daj się ponieść swojej fantazji. Nie bój się, ani nie oceniaj., tylko poczuj czystą przyjemność z wyobrażania sobie siebie tylko w dobrych momentach. Siebie wolnego i szczęśliwego.

Także naukowcy i wielkie głowy dostrzegają jak ważną rolę w naszym życiu odgrywają marzenia! Zaprzestanie snucia marzeń jest wymieniane jako jedna z psychologicznych przyczyn umierania. Zaniechanie wiary, że coś może nas spotkać, osłabia wolę życia. (Obok tego drugim czynnikiem jest zaprzestanie czytania, czyli tym samym nauki i rozwoju). * Oprócz tego natknęłam się na informację o tym, jak dwóch lekarzy pomagało ludziom chorym terminalnie na raka ucząc ich zdrowego myślenia, które było oparte na wierze, że póki żyją, mogą wciąż zrobić coś dobrego dla siebie i innych. Podtrzymując wiarę, że mogą spełnić swoje pragnienia oraz nie przestając marzyć, ludzie chorzy po prostu przedłużali swoje życie.**

Na co więc czekasz?

Zamknij oczy i oddaj się marzeniom! Rób to częściej, mocniej, bardziej! :)


* Znalezione w: „Podążaj za swoimi marzeniami” D.C. Stone
*** Pisząc tę notatkę słuchałam: Sorry Boys – The Sun.
       Ten utwór ma w sobie coś z ulotności marzeń.



















piątek, 4 lipca 2014

Po co, do licha, ten blog?

    Od urodzenia zmagam się z dwoma rzeczywistościami. Z rzeczywistością, która mnie otaczała i otacza – zewnętrzną, zmieniającą się - tą polską, krakowską, studencką, knajpianą, międzyludzką. Oraz tą rzeczywistością trochę mniej realną czy namacalną - mojego umysłu. Są to dwa różniące się od siebie światy, które wchodzą w liczne interakcje, a konsekwencje dźwigam ja, jako jedna, wypadkowa tych światów, osoba.
Rok temu wyjechałam z kraju nadwiślańskiego i zamieszkałam w Londynie. Wyjazd i ostatnio rok to była wielka przygoda i zarazem zmiana o 180 stopni. Rok ten nauczył mnie i pokazał mi jak korzystać z obu rzeczywistości bardziej harmonijnie i jak kreować swoją przyszłość.
Nauczyłam się, że wszystko jest w porządku ze mną. Być może nie wszystko jest w porządku ze światem wokół, ale nie zawsze mam na to wpływ. Nauczyłam się jak ujarzmiać demony, które czasem mną targają. Nauczyłam się, że szczęście to akceptacja i polubienie siebie samego. I również umiejscowienie się w tu i teraz. Zostawienie przeszłości za sobą, planowanie, lecz nie życie przyszłością. Uwierzyłam w trywialną rzecz- mogę wszystko. Ten okres to było jakby przebudzenie. Otworzyłam szeroko oczy, mam apetyt na życie, na więcej, na bardziej!
Nauczyłam się również czerpać radość ze spotkań z innymi ludźmi. Jestem zafascynowana nowym człowiekiem. Widzę też, że bardzo się różnimy, że nie da się stworzyć uniwersum dla wszystkich. Ale właśnie te różnice są chyba najbardziej pociągające i fascynujące.
Widzę też jak wiele nas łączy. Jak wiele ludzi boryka się z tym, co ja, całe życie - z brakiem akceptacji siebie, czy rzeczywistości, odosobnieniem, zagubieniem. Po wielu rozmowach zauważyłam, że szczególnie nam, dziewczynom jest ciężko, ze względu na bardzo bogatą emocjonalność oraz duże wymagania jakie wciąż stawia nam świat, a co za tym idzie, my – sobie samym. (Ale panowie niech nie czują się pokrzywdzeni – też nie macie łatwo)
Dlatego chciałabym stworzyć takie miejsce jak ten blog. Chciałabym podzielić się moim doświadczeniem, przekazać parę rad, a także stworzyć miejsce do rozmowy, wymiany doświadczeń, miejsce, gdzie nie ważne kim jesteś, jesteś mile widziany, mimo, że znajdujemy się w internetowych realich. Miejsce, gdzie mogłabym napisać do was - Hej, jesteś świetna/y! Hej jesteś super! Jesteś doskonała/y w tym, jaki jesteś. I, hej, możesz wszystko! Żyj prawdziwym życiem. Takim, które sprawi, że jesteś szczęśliwy!
Bedzie więc to blog poświęcony Lifestylowi. Będzie o tym jak walczyć, jak zrobić, żeby się bardziej chciało. Czyli o motywacji. O tym, jak nauczyć się być i żyć ze samym sobą. Pewnie do tego garstka komentarzy odnośnie rzeczywistości. I trochę patentów na ułatwienie sobie życia. I odcięcia się od tego co w naszym świecie nie fajne. Na pewno o podróżach, przez życie, jak i przez świat, przez miasto. Przez miasto Londyn. Trochę o muzyce, trochę o książkach, o zdrowym trybie życia, bo kocham to wszystko i chciałabym się dzielić tym z innymi.
Pryzmatem będzie moje życie, bo to, co już na początku musicie o mnie wiedzieć - jestem totalną empirystką. A to oznacza, że wszystko, co się tu znajdzie wychodzi ode mnie, i jest testowane przeze mnie i jeśli działa, bądź nie - wiem to dzięki mojemu doświadczeniu.
Musicie wiedzieć jeszcze jedno- jestem dopiero na początku drogi. To nie jest tak, że odniosłam jakiś sukces. Uczę się tego wszystkiego, o czym będę pisać. Jestem ciekawa, gdzie się znajdę za parę lat i kto będzie tam ze mną. Być może blog ten będzie też swoistym zapisem drogi?

I ostatnie słowo. Ten blog będzie jakby przekazem – jeśli nikt w Ciebie nie wierzy – ja w Ciebie uwierzę. I Ty w siebie uwierzysz!