poniedziałek, 29 września 2014

Overthinking czyli kiedy myśli sprawiają kłopoty

     Jesienny Londyn jest piękny. Słońce grzeje jakby się opamiętało i chciało zadośćuczynić za sierpniowe chłody. Liście zmieniają kolory, a powietrze ciepłem wypełnia płuca. Mam super sąsiada, z którym prowadziłam dziś filozoficzne rozmowy w języku angielskim (sic!), mam przyjaciół, którzy są szczęśliwi, mam dom, mam fajną pracę, swoje łóżko, szafę pełną ubrań, półkę pełną książek i fantastycznego faceta. W opinii większości ludzi mam wszystko, czego trzeba by być szczęśliwym. (Brakuje tylko kota labo mopsa;)) Dlaczego więc czasem nie jestem? Dlaczego są dni, kiedy wszystko, co złe mnie przerasta i jest mi po prostu smutno?
       Nie wiem dlaczego. Nie mam pojęcia skąd to się bierze. Wiem jednak, że nie jestem jedyną osobą, która tak ma. Czasami po prostu w naszym życiu dzieją się rzeczy, nie po naszej myśli. Albo rzeczy przykre, czy takie na które nie mamy wpływu. Dni kiedy stajemy twarzą w twarz ze swoimi słabościami. I zaczynamy myśleć. A potem myśli już płyną same, zapętlają się w kółko, wiszą nad nami i szeptają do ucha słowa zwątpienia. Cały czas na ta samą melodię. I nie wiadomo jak je wyłączyć.
       Jeśli znasz ten stan to wiesz już, co oznacza termin overthinking. Jest to jakby fiksowanie się, uporczywe myślenie na temat jakiegoś wydarzenia, sytuacji, czy o jakiejś osobie. To może być wszystko. Od prawdziwych problemów, np. choroby, po jakieś nieistotne detale, np. ona krzywo na mnie popatrzyła. I zaczynamy taką problematyczną dla nas sytuację przerabiać w kółko w naszej głowie. Jakby poza naszą kontrolą. Niestety w polskim języku nie ma fachowego terminu- odpowiednika. Będę wiec korzystać z angielskiego nazewnictwa. Dla uściślenia, osobę, której myśli wymykają się spod kontroli nazywa się overthinker (od angielskich słów over-ponad, więcej niż, i think- myśleć) lub też ruminator (od ang. ruminate – rozmyślać, przemyśleć lub żuć, przeżuwać; co w jakiś dziwny sposób również pasuje mi do tej sytuacji). Jest to stan negatywny, uporczywy, który zamyka nas na to, co dobre, a usidla w smutku. Tracimy tym samym mnóstwo energii  na zamartwianie się tym, co już minęło lub przygotowywanie na to, co może nastąpić w przyszłości. Nie wiadomo skąd overthinking bierze się u niektórych osób, bo nie występuje u wszystkich. Uczeni amerykańscy dowiedli, że częściej  w takie zapętlenia wpadają kobiety, ale oczywiście jest i wielu facetów, którzy znają ten stan. Overthinking może w skrajnym wypadku doprowadzić do depresji. Choć mnie się wydaje, że raczej jest jej częścią. Osoby, które w swoim życiu przeżywają taki okres mają często poczucie winy i chcą przepraszać innych za rzeczy, które zrobiły dawno temu. Jest to stan, który utrudnia życie zarówno osobie jej dotkniętym, jak i osobom, które mają kontakt z ruminatorem. Z mojego doświadczenia największy problem polega na tym, że po prostu ciężko jest to przerwać. Twoje myśli nie słuchają Cię, a cała motywacja do życia i pozytywne podejście gdzieś znika.
            Jest na szczęście kilka sposobów, które mogą nam pomóc. Porady znalazłam na stronie themindunleashed.org, którą wszystkim gorąco polecam, a o metodzie Sedony przeczytałam kiedyś na blogu teatimeandwhiterabbits.blogspot.co.uk, też polecam.:)
           
Jak przerwać Overthinking?

1)      Uświadom sobie, że masz problem z nadmiernym myśleniem

     Nie jest to takie proste i oczywiste. Zwarzywszy na to, że o tym się po prostu nie mówi. Nie w kręgu moich znajomych, rodziny czy jakimkolwiek. O ironio, właściwie jak mamy rozmawiać o czymś, na co w polskim słowniku wciąż nie ma terminu?:)
Na szczęście mamy dostęp do mediów, książek, wiemy coraz więcej o sobie,  naszych ciałach i umysłach. Mamy tez blogi i przyjaciółki, które dzielą się z nami swoją wiedzą i doświadczeniem. Jeśli więc masz wrażenie, ze czasami wpadasz w dziwny stan, kiedy Twoje myśli same płyną negatywnym strumieniem, kiedy radość i jakość Twojego życia spada, a Ty nie możesz się uwolnić ze spirali własnych wyobrażeń i myśli. Jeśli martwisz się o to, co się stanie w przyszłości, rozpamiętujesz swoje błędy czy potknięcia z przeszłości i nie potrafisz cieszyć się chwila obecną… Tak, jesteś overthinkerem. Jeśli wciąż masz wątpliwości czy i Tobie właściwie się to przydarza, zapytaj o opinię kogoś bliskiego, kto Cię dobrze zna.

2)      Wybacz sobie, nie obwiniaj się za nadmierne myślenie

     Wg Psycholog Susan Nomen- Hoeksema nasz mózg jest tak skonstruowany, że sam naprowadza nas na ścieżki nadmiernego myślenia. Ma on naturalną tendencję do wpadania w taki stan, ponieważ nasze myśli oraz nasze wspomnienia są ze sobą naturalnie jakby splecione, a nie znajdują się w osobnych częściach czy miejscach naszego mózgu czy ciała. Kiedy więc jakaś sytuacja wprowadza nas w zły nastrój lub jest dla nas przykra, może uwolnić lawinę myśli i wspomnień, które nie są bezpośrednio połączone z samą sytuacją. Dodatkowo, kiedy nasz nastrój  jest zły mamy po prostu tendencję do doszukiwania się rzeczy złych i smutnych oraz do znajdywania pomiędzy nimi połączeń. Które tak naprawdę zazwyczaj nie istnieją.  Na przykład powiedzmy, że spóźniłaś/eś się do pracy i miałaś/eś na ten temat poważną rozmowę z szefem. To doprowadza Cię do myśli, że masz pecha, bo szef znów zobaczył Ciebie, a nie kolegę. Zaczynasz przerabiać w kółko tę sytuację i myśleć o tym, że szef Cię nie lubi. Że właściwie zapewne nikt Cię nie lubi, bo kilka lat temu posprzeczałeś się z sąsiadem, który powiedział Ci, że Cię nie lubi i w głowie podsumowujesz, że pewnie miał rację. I tak w kółko.
     Jednak poznając wroga – w momencie kiedy uświadamiasz sobie jak działa overthinking zaczynasz powoli dostrzegać, że jest wyjście z całej sytuacji.

3)      Oddychaj

     Kiedy zaczynamy się zapętlać, siedzimy i w kółko myślimy o jednym trzeba jakoś przerwać tę lawinę. Zatrzymać się i uspokoić. Pierwszym i najłatwiejszym krokiem jest… głęboki oddech. Tak, tak wszyscy znamy tę znaną gadkę: oddychaj. Jednak na pewno nie wszyscy ją doceniamy. Dobre, stare oddychanie potrafi zdziałać cuda. Kilka głębokich oddechów na pewno nas zrelaksuje, uspokoi, przywróci do chwili obecnej. Do tu i teraz. To, co dzieje się w naszej głowie to jakby inny świat. Oddech sprowadzi Cię z powrotem na ziemię. Zresztą nie ważne jak to działa. Następnym razem, kiedy poczujesz, że Twoje myśli Cię przytłaczają, że stresujesz się lub boisz, bez zadawania sobie żadnych pytań po prostu usiądź wygodnie, lub się połóż (lub po prostu na chwilę zatrzymaj się w pozycji jakiej jesteś) i poświęć parę minut na oddychanie. Zrób sobie przerwę od wszystkiego i weź głęboki wdech. I wydech. Wdech. I wydech. Możesz powtarzać sobie również te dwa słowa w myślach. Super jeśli masz chwilę i możesz poświecić na to 10 minut. Jeśli nie, daj sobie tyle ile możesz. I jak, wiesz już dlaczego to oddychanie jest Twoim sprzymierzeńcem?

4)      Nie przesadzaj z gadaniem na ten temat

     Wszyscy znamy takie sytuacje, kiedy chcemy nasz problem przegadać. Znaleźć poparcie u kogoś bliskiego, wygadać się, wyrzucić z siebie wszystkie żale i znaleźć rozwiązanie naszych problemów. Oczywiście jest to dobre rozwiązanie, jednak nie możemy przesadzać. Nie możemy, a czasami dzieje się tak, wpaść w sytuację kiedy przez kilka godzin „wałkujemy” temat. Kiedy opowiadamy sobie o różnych detalach i wariacjach danej sytuacji. Najgorzej jeśli trafimy na osobę, która również ma tendencję do bycia overthinkerem. Po całej takiej rozmowie uczucie ulgi jest chwilowe, a nasz umysł tak naprawdę ani na chwile nie przestał myśleć o problemie. Jeśli czujemy chęć wyrzucenia z siebie tego, o czym uporczywie myślimy polecam spróbować „wypisanie” z siebie tych uczuć i myśli. Wystarczy wziąć kartkę papieru lub otworzyć dziennik i po prostu pisać szczerze i bez ogródek, o tym, co nas boli. Możemy te notatki potem lub za jakiś czas przeczytać, by zrozumieć, że tak naprawdę to nie jest aż taki wielki problem (lub z uśmiechem stwierdzić, że to był właśnie overthinking, nic więcej). Możemy też taką kartkę potargać lub spalić, czasami takie potraktowanie problemu przynosi wielką ulgę.

5)      Zajmij się czymś!

     Ok. Pooddychaliśmy, wypisaliśmy się. Uspokoiliśmy trochę swój umysł, jednak gdzieś za rogiem jeszcze czai się ten wrogi stan. Co właściwie ze sobą zrobić? Odpowiedź jest prosta- trzeba znaleźć sobie jakiejś zajęcie! Niech będzie to cokolwiek. Na pewno dobroczynne będą wszystkie zajęcia związane z wysiłkiem fizycznym, ponieważ pozwolą także na ujście energii, która się w nas gromadzi.  Tak naprawdę jednak pomoże nam każde zajęcie, któremu poświęcimy naszą uwagę zamiast oddawać się natarczywym myślom. Niech to będzie czytanie książki, oglądnięcie filmu, napisanie maila do koleżanki czy nauka języka. Wszystko, co zajmie nasz umysł i da mu jakieś nowe zajęcie. Po chwili okaże się, że nasze problemy są już trochę dalej od nas. W dodatku satysfakcja, że zrobiliśmy coś dla siebie podniesie nasze morale.

6)      Praktykuj uważność, ciesz się chwilą!

      Największym problemem i kluczową częścią Overtninking’u jest fakt, że osobą nią dotknięta skupia się na przeszłości lub przyszłości. W kółko rozpamiętujemy dawne problemy i sytuację, bądź zamartwiamy się o przyszłość, o dzień jutrzejszy. Zapominamy natomiast i dyskredytujemy chwilę obecną. Moment, w którym tak naprawdę się znajdujemy i w którym właśnie toczy się nasze życie. Tylko tu i teraz możemy być szczęśliwi. Tylko tu i teraz- to wszystko, co mamy. Nie ma sensu myśleć o tym co było, ani martwić się tym, co będzie. Tak naprawdę większość rzeczy, o które się martwimy, nigdy się nie zdarza.
     Wszystkie z powyższych rad przykują naszą uwagę na powrót do teraźniejszości. Szczególnie praktyka oddychania lub znalezienie sobie jakiegoś zajęcia. Jednak  chcę jeszcze wspomnieć o technice, która w przypadku każdego ruminatora będzie zbawienna. Jest to sposób, który uczy nas jak pogłębić i zakorzenić się w tu i teraz. Jest to praktyka uważności. Polega ona na tym, że skupiasz się na chwili obecnej i nie oceniasz nikogo, ani niczego. Po prostu kiedy następnym razem zaczniesz obsesyjnie myśleć na jakiś temat, pomyśl o tym, że to właśnie overthinking, przyjrzyj się tym myślom, poświęć im, chwilę, a potem je pożegnaj, odpuść. Niech odejdą od Ciebie. Pomyśl o tym, że to tylko myśli w Twojej głowie, że są one jak obłoki na niebie. Są i przemijają. Pomyśl o tym, gdzie jesteś, na czym stoisz, co czujesz na skórze, jak jesteś ubrany. Rozglądnij się i dostrzeż innych ludzi. Fantastyczną praktyką jest medytacja, której nie odłączną częścią jest praktyka uważności. Medytację gorąco polecam jako technikę uzdrawiającą i dobroczynną dla naszego ciała i umysłu. Poświęcę jej już za niedługo kilka solidnych postów, ponieważ potrafi ona zdziałać cuda, podnieść jakość naszego życia i myślenia, a wciąż za mało się o niej mówi.

7)      Poddaj się biegowi rzeczy i naturze

     Mam wrażeniem, że głównym powodem dla którego popadamy w overthinking jest chęć panowania i kontroli nad wszystkim, co dzieje się w naszym życiu. A także pragnienie, by złe rzeczy nas omijały. A także lęk, że sobie nie poradzimy, co sprowadza się do tego, że fajnie byłoby wszystko cały czas kontrolować i mieć na wszystko plan. Ale tak nie jest. I kiedy złapiemy do tego dystans i popatrzymy na to z większej perspektywy zrozumiemy, że faktycznie nie mamy wpływu na wiele rzeczy. Ale i tak żyjemy. Przeżyliśmy już tyle upadków, problemów, rozstań i kłopotów. I poradziliśmy sobie. I rzadko kiedy byliśmy na to przygotowani. W dodatku często z takich sytuacji wychodzimy mądrzejsi, doświadczeni, a to co przeżyliśmy przygotowuje nas na inne kłopoty. Poddanie się biegowi rzeczy nie oznacza poddania się jako odpuszczenia sobie. Nie, chodzi o formę zaufania i wprowadzenia pokoju w swoje życie. Oznacza, że wiemy, że rzeczy płyną swoim biegiem, że tak było, jest i będzie. Oznacza formę zaufania, że wszystko jest tak jak być powinno. Jeśli popatrzymy na to z większej perspektywy dostrzeżemy, że dobre i złe rzeczy to tak naprawdę dwie strony tej samej monety. Jak to mawia mój chłopak, zawsze po burzy jest piękna pogoda. Jest może i źle, ale już za chwile będzie znowu dobrze.

8)      Pamiętaj, że myśli mają moc twórczą

     Jest takie powiedzenie – jesteś tym, co myślisz. Nasze myśli mają moc. Wielką moc. Mogą kreować naszą rzeczywistość. Tak jak pisałam już kiedyś w przypadku marzeń. To, co dzieje się w naszej głowie, może wydarzyć się w naszym życiu. Jeśli będziesz widział wokół siebie dobro, jeśli będziesz się do siebie uśmiechał w lustrze, w końcu przyjdzie dzień, kiedy poczujesz to całym sercem – jest dobrze. A my przecież nie chcemy smutku i złych przygód, prawda? Więc czas skupić się i wyobrażać sobie tylko pozytywne rzeczy. W tym temacie polecam książkę „Sekret”, gdzie obszernie opisana jest potęga naszych myśli.

9)      Metoda Sedony

     Jest to metoda, która pozwala przerwać myślenie lub zatrzymać negatywne emocje. Bazuje ona na założeniu, że tylko chwila obecna jest ważna i tylko teraz możemy tak naprawdę zrobić coś dla siebie i zmienić nasze uczucia. A także na powrót poczuć się lepiej. Metoda ta pozwala w łatwy sposób przerwać spirale myśli i negatywnych emocji i szybko uświadomić sobie, że są one dla nas destruktywne. Polega ona na skupieniu się na tym, co faktycznie czujemy. Poświęcamy chwilę na pełne przejawienie się naszych myśli i emocji. Następnie zadajemy sobie trzy pytania: „Czy mógłbym pozwolić temu uczuciu odejść?”. „Czy pozwolę temu uczuciu odejść?”. „Kiedy?”. I powtarzamy cały schemat, aż uciążliwe uczucie czy myśl popuści. Brzmi może trochę dziwnie, ale wierzcie mi, metoda ta jest naprawdę skuteczna i pomocna. Wiele razy wybawiła mnie z zapętlenia się na jakiś temat. Aby ją lepiej zrozumieć odsyłam bezpośrednio na stronę, gdzie jest opisana dokładnie sama metoda i jej działanie oraz, gdzie są opisane szczegółowo kroki-pytania (trzeba wybrać po prawej stronie zakładkę „wybróbuj Sedonę”). http://www.dobrametoda.com/Sedona/co_to_jest.htm

To tyle na dziś.
Post napisałam na bazie własnych doświadczeń oraz artykułów w tym temacie:
http://themindunleashed.org/2014/09/8-ways-stop-thinking-find-peace.html
http://www.wykop.pl/ramka/1295541/overthinking-czyli-jak-stworzyc-problem-ktorego-nie-bylo/


Pozdrawiam i życzę spokojnego umysłu:)














piątek, 19 września 2014

Jak spełniać swoje marzenia. Part II. A także o tym jak zacząć ćwiczyć.

      Okej. Mamy już listę naszych marzeń, w głowie powoli wykluwa się zarys naszej nowej przyszłości. Co dalej? Na początku wybieramy jedno marzenie, stawiamy sobie jasno jeden cel. Nie ma sensu chwytać się stu rzeczy na raz, bo zmniejsza to naszą produktywność i rozdrabniamy się, tracąc skupienie. Jeden cel. Określamy go sobie jasno, dobrze będzie go zapisać. Moim celem był płaski brzuch. Nie żebym była gruba, wręcz przeciwnie ogólnie jestem szczupłą osobą, jednak jeśli chodzi o mój brzuch, to występowało tutaj zjawisko tzw. ciąży spożywczej, co strasznie mnie krępowało i hamowało przed ubraniem jakiejkolwiek obcisłej rzeczy. Po prostu nie byliśmy przyjaciółmi z moim brzuchem i w końcu postanowiłam przestać narzekać i coś zmienić.
Kolejny etap, znajdź odpowiedź na pytanie: Jak osiągnąć cel?
Rozpoczynamy od researchu. Szukamy porad, zasięgamy informacji u ludzi, którzy mają już doświadczenie w danej kwestii. Szukamy inspiracji. Szukamy tipsów. Dobrych rozwiązań. Oczywiście najlepszym naszym przyjacielem jest wujek Google. W Internecie dowiedziałam się o ćwiczeniach cardio, niezbędnych podczas treningu i o konkretnych ćwiczeniach abs. Dowiedziałam się czego unikać w mojej diecie, a co do niej wprowadzić.
Następnie ustalamy plan. Wiedzę znalezioną przekuwamy w konkrety, zapisujemy lub obmyślamy punkty, które małymi krokami doprowadzą nas do spełnienia naszego celu. Powoli tworzy się realny plan. Ja postanowiłam biegać i ćwiczyć brzuch trzy razy w tygodniu. Odstawiłam słodycze, chipsy, gazowane napoje. Zaczęłam pić wodę, itd.
Ustalamy i planujemy sobie dokładny czas i dni, kiedy będziemy realizować, to, co ma nas doprowadzić do naszego celu. Ważne w tym wypadku jest zobowiązanie się przed samym sobą do spełniania planu sumiennie. Konkretne dni i określony czas ma nam to ułatwić. Np. ja ćwiczyłam zawsze w poniedziałek, środę i piątek. Regularność ułatwi nam osiągnięcie celu. Kiedyś Beata Pawlikowska napisała, że jej ciało tak przyzwyczaiło się do nauki języka w konkretny dzień i o konkretnej godzinie, że potem stało się to dla niej totalnie naturalne i coraz łatwiejsze, jakby jej organizm zapamiętał, że to czas na naukę i był gotowy na nią. Wierzę, że może się tak stać!
Teraz najważniejszy punkt. Nie tracić celu z oczu i dążyć do niego. Nie poddawać się. Nie odpuszczać sobie. To jest właśnie czas próby. Łatwo coś zacząć i obiecać sobie piękne działania, kiedy jesteśmy w dobrym nastroju, pełni energii i pozytywnie nastawieni do życia. Jednak o tym, czy nasz cel zostanie osiągnięty świadczą dni, kiedy przezwyciężamy naszego lenia, prokrastynację  i, mimo złego samopoczucia, bólu głowy czy innych wymówek (czy naprawdę ważnych excuses) działamy! Jest ciężko, nie czarujmy się, czasami tracimy wiarę w siebie, w sens działań, łatwiej i przyjemniej jest myśleć, że jeden dzień mogę sobie odpuścić. Znam to bardzo dobrze.
Jak przeskoczyć chwile zwątpienia?
Miej w głowie cel. Wyobrażaj sobie i fantazjuj jak będzie wyglądało Twoje życie kiedy osiągniesz swoje marzenie. Nie skupiaj się na tym jak bardzo Ci się nie chce. Nie mam sił? Ok. Ale i tak robię to, co zaplanowałam/em. Po prostu odsuwamy na bok prokrastynację, zwątpienie i lenistwo. Oglądamy motywacyjne filmiki czy obrazki. Mnie to bardzo pomogło – słowa, które świadczą o tym, że każdy może być tym, kim chce. Że możemy osiągnąć cel. I spełnić marzenia. Z tej właśnie przyczyny, bysmy nie musieli daleko szukać, rozpoczynam serię mini postów z motywacyjnymi tekstami i obrazkami. Coś, co przypomni mnie i Wam o tym, że nie może być prosto. Że nie może być łatwo. Że wielkie rzeczy rodzą się w poświęceniu, bólu, pocie i łzach. I, że warto.
Udało się przezwyciężyć gorszy dzień? Świetnie! Już za niedługo czeka Cię nagroda! Dobre samopoczucie. Zadowolenie z siebie. Wygrana ze swoją słabością. A już za jakiś czas, za kilka tygodni, może parę miesięcy będziesz u celu! Twoje marzenie stanie się Twoim życiem. Mnie po siedmiu miesiącach udało się osiągnąć wymarzoną figurę i podczas wakacji mogłam spokojnie ubierać się niczym Kiesza w teledysku Hideaway, bo mój brzuch był super:)
Ostatnia rada – prowadź dziennik. Zapisuj, co udało Ci się zrobić, nowe pomysły i nad czym chcesz popracować. Ile czasu poświęciłeś danej czynności i inne uwagi, które są dla Ciebie ważne.
Ostatnia uwaga. Mierz siły na zamiary. Twój cel musi być osiągalny, jeśli jest duży podziel go na mniejsze etapy. Jeśli nigdy nie ćwiczyłeś, nie będziesz w stanie przebiec maratonu po 2 miesiącach ćwiczeń. Wymagaj od siebie, ale nie bądź surowy. Od czasu do czasu pozwól sobie na nagrodę.

Życzę wszystkim wytrwałości, za każdego trzymam kciuki. Naprawdę da się spełniać marzenia!

A poniżej kila rad, jak udało mi się zbić brzuch, bo wiele znajomych pytało mnie o to.
Przede wszystkim nie wierzę w żadne cud diety. Twoja wymarzona figura musi przyjść harmonijnie, musi pojawiać się stopniowo. Nie możesz katować swojego organizmu. Wszystko, co przychodzi łatwo, łatwo też znika. Nie ma innej opcji. Zdrowy tryb życia, czyli regularne ćwiczenia oraz zrównoważone posiłki, to klucz do wymarzonego ciała.

  1. Cały tydzień podzieliłam na tydzień pracujący: poniedziałek – piątek i weekend – sobota i niedziela. Oczywiste, ale łatwiej będzie mi przekazać resztę informacji.
  2. Ćwiczyłam i stosowałam ‘dietę’ w tydzień pracujący. Weekend był zawsze chwilą wytchnienia, chwilą, kiedy można więcej. Czasem nagrody;)
  3. Ćwiczyłam 3 razy w tygodniu. Najpierw 10 minut rozgrzewki. Potem część główna: 40 minut cardio + 30 minut abs’ów. Ćwiczenia cardio to wszystkie ćwiczenia w które angażujemy całe nasze ciało, np. bieganie, pływanie, jazda na rowerze czy skakanie na skakance. Pomogąją zmniejszyć tkanke tłuszczową. Ja biegałam, potem z powodu kontuzji nogi zaczęłam jeździć na rowerze, a potem przerzuciłam się na skakankę. Ćwiczenia abs to wszystkie ćwiczenia na brzuch, od brzuszków po tzw. plank. One wyrzeźbią nam mięśnie brzucha i stworzą sześciopak. Po szczegóły odsyłam do wyszukiwarek. Lub jeśli zajdzie taka potrzeba, możliwe, że kiedyś pojawi się bardziej szczegółowy post. Nie ma co się martwić, jeśli po kilku tygodniach wciąż nie widac efektów. Czasami  jest tak, że mięśnie, które rzeźbimy wypychają na wierzch resztki tkanki tłuszczowej w obszarze brzucha. Głowa do góry i ćwiczymy dalej.
  4. W moim wypadku kluczowe było rozpoczęcie biegania. Próbowałam zacząć taki trening 2 razy w swoim życiu, ale zawsze po kilku tygodniach przestawałam. Wiadomo, ze jeśli chcemy biegać, a nie robiliśmy tego wcześniej za często, to nie będziemy w stanie biec więcej niż kilka minut. Stąd znane było mi uczenie się biegania za pomocą interwałów- 1 minuta biegu, na parę minut marszu. Jednak zawsze w którymś momencie mój zapał wygasał. Tutaj punktem zwrotnym było znalezienie strony www.biegaj40minut.pl  Dlaczego? Otóż pierwszym krokiem jaki proponują początkującym biegaczom jest zabranie stopera i przebiegnięcie maksymalnego dystansu, mierząc sobie czas. Czyli po prostu biegniemy normalnym tempem, dopóki mamy siłę. Czas jaki sobie zmierzymy odnosimy do tabelki podanej na stronie. Tam nasz wynik pokazuje nam od jakiego tygodnia mamy zacząć nasz trening. Chodzi o to, że nasz organizm ma różną wydolność, to, że nigdy nie biegaliśmy, nie oznacza, że będziemy się szybko męczyć. Tak było w moim przypadku. Okazało się, że bieganie przez minutę, na dwie minuty chodzenia, po prostu nie jest realnym wysiłkiem dla mojego organizmu. W dodatku wyraźnie mnie nudziło. Kiedy natomiast zaczęłam biegać 6 minut na 2 minuty marszu, poczułam, że zaczynam ćwiczyć i zaczyna mi się to podobać. Dodam, że największą nagrodą jaka mnie spotkała, był dzień, kiedy przemogłam mojego wielkiego lenia. Kiedy naprawdę nie miałam siły biegać, ale zrobiłam to. Przebiegłam. I dostałam takiego kopa energetycznego, że cały dzień czułam się jakbym miała dożylnie podłączona kroplówkę z Red Bullem.;)
  5. Po ćwiczeniach piłam szejki z proteinami. Do kupienia w proszku. Można tez zaopatrzyć się w specjalne batony bogate w proteiny lub przygotować sobie danie, w którym będzie duża ich zawartość. Ważne – proteiny trzeba spożyć do godziny po ćwiczeniach.
  6. Żeby zwiększyć swoje wyniki, można zacząć stosować ćwiczenia interwałowe. Tzn. ćwiczysz na zmianie z maksymalną swoją mocą, potem z normalną. Np. Podczas biegu biegniesz przez minutę na pełnej prędkości, a następne 2 minuty zwykłym truchtem.
  7. Ważne – po zjedzeniu posiłku trzeba odczekać co najmniej godzinę zanim zacznie się ćwiczyć.
  8. Alkohol tylko w weekendy. W małych ilościach i bez gazu.
  9. Dieta. Nie stosowałam żadnej. Zastosowałam natomiast kilka nowych rozwiązań podczas moich posiłków:
    - zero słodyczy, które zastąpilam owocami i orzechami
    - zero chipsów
    - zero Fast foodów
    - codziennie rano jem śniadanie, choćby małe
    - jem więcej małych porcji
    - jem kiedy jestem głodna
    - zero napojów gazowanych
    - piłam soki, ale te prawdziwe
    - zaczęłam sprawdzać metki i opisy produktów, które kupuje. Bez jakieś chorej skrupulatności, po prostu coś, co ma za dużo syfu w sobie, nie wkładam do koszyka zakupowego
  10. Ostatni sekret, któremu poświęcę kiedyś więcej miejsca: woda. Pewnie nie raz słyszeliście: pij wodę. Naprawdę to działa. Ja nie przepadałam za wodą, bo lubiłam pić napój ze smakiem. A woda go nie miała. Kiedy jednak odstawiłam wszelakie kokakole i piłam wodę, po pewnym czasie okryłam, że nic mi bardziej nie smakuje jak woda. Klucz: pij co najmniej pięć szklanek dziennie.
  11. Pij zieloną herbatę, co najmniej raz dziennie.
  12. Prowadzę kalendarz w którym zapisywałam wszystkie moje ćwiczenia i wszystko, co w danym dniu zjadłam

That’s all Folks!


Do słuchania tym razem polecam: Dillon Francis – Without You Feat. T.E.E.D. (The Rebirth)











niedziela, 7 września 2014

Jak spełniać swoje marzenia?

     Nadszedł wrzesień. Dzieciaki wracają do szkół, studenci mają powtórki, reszta korzysta z ostatnich chwil lata i przegląda w pośpiechu katalogi last minute holiday. A ja wracam do życia. Koniec wakacji, koniec leniuchowania i przymykania oko na wyznaczone zadania. Coś wewnątrz mówi mi, że i tutaj będę aktywniejsza. Wrzesień zapewne poprzez rozpoczęcie szkoły zawsze będzie mi się kojarzył z Początkiem. Jestem więc cała gotowa na nowe zadania, na naukę, na wyzwania i trenowanie siebie; mimo, że jesienna atmosfera trochę rozleniwia i równie często myślę o herbacie, przytulnym swetrze i ogrodzie, by złapać ostatnie ciepłe promienie słońca. A gdzieś w głębi serca już czuję listopadowe, ciemne wieczory, które spędzane w domu lub słabo oświetlonej świecami knajpce mają ten niepowtarzalny klimat. Jednak wracając do początku, czas napisać coś o początku. O rozpoczęciu spełniania swoich marzeń. Jak to zrobić? W dzisiejszym poście odpowiedź będzie jasna i prosta. Przygotuj się, zaplanuj, wyznacz jasno cele i… zacznij działać. To frazes, ale samo nic się nie stanie. Od lat liczyłam na różne cuda i zbiegi okoliczności, owszem mam dużo szczęścia, ale to nie doprowadziło mnie do punktu w jakim pragnę się znaleźć. W końcu dotarło do mnie, że nie mogę liczyć na nic i nikogo innego, poza samą sobą. Postanowiłam więc coś zmienić. I jakoś zacząć. Szukałam, czytałam i rozwiązanie okazało się całkiem nietrudne. Zaczęłam od planu. Jasno i klarownie opisałam, co chciałabym osiągnąć. Zamieniłam moje marzenia i pragnienia na cele. Do niektórych z postanowień dopisałam daty, np. za pół roku. Inne zaliczyłam po prostu w kategorie „przyszłość”, do 10 lat. Zapisałam sobie wiele rzeczy, które luźno do tej pory błąkały się po mojej głowie. Niektóre to były twarde konkrety, jak awans w pracy, inne - bardziej abstrakcyjne hasła, swojego rodzaju wskazówki, jak np. być szczęśliwą. Znalazłam kilka sposobów na stworzenie takiego planu i przelanie marzeń na papier czy inną formę fizyczną, opiszę je wszystkie kilka linijek niżej.
Zapisanie na kartce marzeń lub utworzenie tablicy marzeń, a w dalszej kolejności zmienienia je w konkretne cele to podstawa. Przede wszystkim stajesz jakby twarzą w twarz z marzeniem, zastanawiasz się jakby faktycznie mogło się ono ziścić, co musiałoby się stać, by ono urzeczywistniło się. Do tego wyznaczenie deadline’u sprawia, że masz przed sobą ramy czasowe. To trochę mobilizuje. W końcu marzenie zamienia się poniekąd w zadanie, staje się czymś realnym. To jakby oddzielanie ziarna od plew, uzmysławiasz sobie, czego tak naprawdę pragniesz, np. coś co do tej pory było tylko pragnieniem pisania i dzieleniem się z ludźmi swoim doświadczeniem, staję się blogiem. Już wiesz, czego chcesz od życia! Kolejnym plusem zrobienia listy jest wzrost motywacji do działania. Dodatkowo, myślisz częściej o swoich marzeniach i planach, np. mając tablicę na widoku lub listę pod ręką, zaczynasz kombinować i próbować jak pokonać trudności. W końcu musi się udać!
Tak więc masz już cel, masz już motor do działania jakim jest motywacja. Pozostaje tylko zacząć działać! Wybierz na początek jedno marzenie – cel, coś nie trudnego, coś co będziesz w stanie realizować systematycznie. W moim wypadku było to rozpoczęcie biegania i ćwiczeń na płaski brzuch. Kupione kiedyś adidasy założyłam na nogi, stary telefon zamieniłam w stoper i tak zaczęła się moja przygoda. Ale do tego wrócę w kolejnej notatce.

     A teraz konkrety. Spotkałam się z kilkoma „przepisami” na takie marzeniowe listy. Na sobie wypróbowałam wszystkie cztery, kótre zaprezentuję poniżej, w różnych odstępach czasu. Wy możecie wybrać tą, która najbardziej was kręci, lub też, co jakiś czas robić nową, dla podniesienia morali. Wszystkie są w porządku i każda z nich wniosła coś ważnego w moje życie i realizację marzeń. Każda jest motorem napędowym. Oczywiście zawsze musi się znaleźć numer jeden. Od niego właśnie zacznę. Zamiast streszczać wklejam tutaj instrukcję ze strony www.jadoskonaly.pl, którą prowadzi A. Wojtyniak. Cały artykuł znajdziecie pod adresem: http://www.jadoskonaly.pl/category/rozwoj-osobisty/motywacja-rozwoj-osobisty/

1. Jak zdobyć motywację i spełniać swoje marzenia? Weź kartkę i długopis / notatnik i odpowiedz w formie pisemnej.

Pierwszą czynnością jest zrobienie raportu, w którym opiszesz w jakim miejscu w życiu się znalazłeś. To znaczy opisz w nim co teraz posiadasz w dziedzinie uczuciowej, finansowej, majątkowej (materialnej), ile masz przyjaciół i bliskich Ci osób. Jakie masz stosunki z rodziną i jak bardzo możesz na nią liczyć? Poczuj ile satysfakcji z życia masz obecnie. Zastanów się jak będzie wyglądało Twoje życie jeśli dalej będziesz robić to, co robisz. Wyobraź sobie siebie w wieku 99 lat na łożu śmierci i zastanów się jak będziesz wspominać z perspektywy tylu lat swoje obecne życie. Gdy już to opiszesz pomyśl jak bardzo różni się ono od tego, co czujesz, że chcesz robić i co chcesz osiągnąć.
Drugą czynnością jest wypisanie co najmniej 25 marzeń, które były dla Ciebie ważne kiedyś i/lub są ważne dzisiaj. Mają to być marzenia związane z czynnościami, nie przedmiotami. Nie wpisuj na tą listę telewizora 52 cale… Chciałeś kiedyś tańczyć? Marzyłeś mieć 4 DAN w Ju Jistu? Chciałeś opiekować się końmi? Uwielbiasz paintball i marzyło Ci się prowadzić własne pole paintballowe? Zastanów się: na myśl o jakich osiągnięciach szybciej bije Ci serce? Ma być ich co najmniej 25 i wierz mi, jeśli się dobrze zastanowisz, znajdziesz ich więcej…
Dodatkowo możesz wypisać na kartce co najmniej 25 celów materialnych, które chcesz osiągnąć. Tak, tutaj możesz wpisać 52 calowy telewizor z technologią 3D, podłączonymi do niego konsolami nowej generacji i odtwarzaczem Blu-ray z nagrywarką.
Następnie poczuj swoje pragnienia, daj im przeniknąć swoje ciało i umysł. Nie blokuj ich uprzedzeniami czy strachem, że są duże. Usiądź wygodnie w spokoju i ciszy i poczuj je, wyobraź sobie jak wyglądają i jak się z nimi żyje w Twoim przyszłym świecie. Niech krążą w Twoim ciele swobodnie. Wiem, że to wydaje się dziwne, ale wypróbuj to, a zobaczysz dlaczego proponuję, żebyś to zrobił. Nie blokuj już tych emocji, niech krążą swobodnie w umyśle. Miej z nimi kontakt. Powtarzaj to ćwiczenie tyle razy ile zechcesz.
Jako czwartą czynność opisz na kartce jak wyglądałoby Twoje życie, gdyby udało Ci się żyć tak, jak tego podświadomie pragniesz. Zajmij tym opowiadaniem tyle miejsca na kartkach, ile jest potrzebne. Twoje pragnienia są określone, wydobądź je zatem na zewnątrz z podświadomości. Gdybyś miał mi opowiedzieć, jak wygląda Twoje piękne, wymarzone życie, jak by ono wyglądało? Co byś robił w ciągu dnia? Jacy ludzie byliby wokół Ciebie? Skąd płynęłyby pieniądze na utrzymanie tego stylu życia? Jakie hobby byś realizował? Kim byś wtedy był?
Piątą czynnością, którą proponuję przed wyruszeniem w dalszą drogę, jest zastanowienie się, co teraz, dzisiaj czy w tym tygodniu musiałbyś zmienić, żeby rozpocząć tworzenie wymarzonej przyszłości. Co już dzisiaj musisz zrobić? Czego jutro nie możesz kontynuować, bo wiesz, że jest to dla Ciebie szkodliwe? Jakie nowe cele musisz ustalić? Które czynności mają mieć większy priorytet, żeby zrealizować to, czego pragniesz? Napisz ogólny plan, co należy zrobić i co jest potrzebne, żeby zmaterializować wypisane wcześniej przez Ciebie 25 najważniejszych marzeń.

2. Z drugą metodą spotkałam się w kilku miejscach – książkach i blogach. Jest bardziej wizualizacyjna i na pewno można mieć więcej zabawy podczas jej realizacji. Otóż tworzymy tzw. Tablicę marzeń. Bierzemy duży arkusz papieru lub jeśli mamy jakąś tablicę, możemy jej właśnie użyć. Może być to też zeszyt, do którego często zaglądamy, jak np. dziennik. Bierzemy gazety, książki itp. i wycinamy z nich to, co kojarzy nam się z naszymi pragnieniami. Możemy też wpleść tam słowa czy cytaty. Wszystko to, co chcielibyśmy w przyszłości mieć, kim chcielibyśmy być, symbole naszego nadchodzącego, szczęśliwego życia. Przyczepiamy to do naszej bazy (zeszytu/arkusza, itd.), tworząc w ten sposób naszą tablicę marzeń. Gotową warto powiesić w miejscu, gdzie często zaglądamy, aby co dzień przypominać sobie o co walczymy, do czego dążymy. Częste myślenie o pragnieniach i marzeniach oraz wizualizacja to jeden z kluczy sukcesu. Nie wspominając o tym, ze nasze morale i samopoczucie również będą lepsze.

3. Kolejną metodę, by uzmysłowić sobie, co dla nas jest naprawdę ważne znalazłam w książce „Podążaj za swymi marzeniami” D.C. Stone’a. W jednym z rozdziałów autor prosi swoich czytelników, aby wyobrazili sobie, że mają nieograniczone zasoby finansowe, nieskończoną ilość czasu, oraz pewność, że musi im się udać. Należy chwilę zastanowić się i w czuć w taką sytuację, a następnie odpowiedzieć sobie na pytanie jakby wyglądało nasze życie? Co byśmy zrobili i kim bylibyśmy. Odpowiedzi należy zapisać na kartce. Aby ułatwić nam zadanie Stone podaje również pytania pomocnicze, które cytuję poniżej:

  1. Marzeniem mojego życia jest…
  2. Moim marzeniem dla rodziny jest…
  3. Moim marzeniem związanym ze sprawami zawodowymi jest…
  4. Moje marzenie dotyczące zdrowia i dobrego samopoczucia to…
  5. Moje marzenia finansowe to…
  6. Moje marzenie dotyczące strefy duchowej, to…
  7. Moje marzenie dla przyjaciół oraz społeczeństwa, to….
  8. Moje zabawne lub niesamowite marzenie to…

4. Ostatnia metoda to część Sekretu opisanego przez Hondę Byrne w książce o takim właśnie tytule. (Książka warta przeczytania, bo daje kopa motywacyjnego i jest swojego rodzaju klasykiem.) O co chodzi w tej metodzie? Cały sęk tkwi w tym, by wyobrazić sobie, że jesteśmy już ultra szczęśliwi, a wszystkie nasze pragnienia i marzenia się spełniły. Wszystko, czego chcieliśmy – mamy, jesteśmy wymarzoną postacią samego siebie. Chwilę dajemy sobie na rozmarzenie. A potem siadamy do pisania i piszemy o sobie z perspektywy, w której wszystko się już spełniło, w czasie teraźniejszym. Najlepiej wyrażając wdzięczność. Np. „Wygrałam 10000 funtów! Jestem niezwykle szczęśliwa, bo bardzo potrzebowałam tych pieniędzy! Teraz, kiedy już je mam, razem z moim narzeczonym ustaliliśmy, że za połowę wyruszmy w przyszłym tygodniu w podróż dookoła świata. Drugą połowę odłożymy na konto oszczędnościowe, by lekko je pomnożyć, a w przyszłym roku otworzymy własny bar.” Itd.:)


I takie oto ćwiczenia możemy wykonać, by odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest dla nas w życiu naprawdę ważne. Czego potrzebujemy, by być autentycznie szczęśliwymi ludźmi. Moja tablica wisi w mojej szafie, zaglądam tam co dzień, szukając ubrań. Co jakiś czas także ją uaktualniam, bo do głowy przychodzą mi nowe pomysły i pragnienia, a parę mogę już spokojnie wykreślić. W moim dzienniku na pierwszych stronach znajduje się właśnie raport z mojego życia oraz lista marzeń i opis mojego wymarzonego życia. Największą niespodzianką dla mnie było powrócenie do niej po kilku miesiącach. Ucieszyłam się ogromnie, bo okazało się, że parę marzeń się spełniło, że z kilkoma rzeczami w moim życiu doszłam do porządku. Jednak największą radość sprawiło mi uzmysłowienie, że zapomniałam o punktach na mojej liście, a one i tak się spełniły! 

Życzę wszystkim powodzenia! Zróbcie listy i uwierzcie, że można żyć swoimi marzeniami!