Od kilku dni w mojej głowie powstawała bardziej tematyczna notka, ale dziś
jest bardzo ważny dla mnie dzień, chciałabym więc pozwolić sobie raz jeszcze na
trochę prywaty.
Jak już kiedyś wspominałam, od jakiegoś czasu byłam na treningu i u progu
awansu. Starałam się o pozycję Visual Merchandisera, który jest odpowiedzialny
za wygląd sklepu oraz sposób prezentacji ubrań. Wbrew pozorom (większość osób
myśli, że praca ta polega na składaniu ubrań i ubieraniu manekinów, włączając mnie, 6 miesięcy temu;) jest to dość
trudne zajęcie. Poznanie wszystkich technik, nauka doboru odpowiednich ubrań,
kolorów, sposobów prezentowania ich, praca z różnego rodzaju sprzętem, dźwiganie,
malowanie, naprawianie. Dodatkowo jednym z moich obowiązków jest podnoszenie
wyników sprzedaży, musiałam więc nauczyć się analizować zestawienia oraz zacząć
myśleć, jak poprzez moja pracę je poprawiać. Do tego dochodzi planowanie,
nauka zarządzania swoim czasem, trenowanie innych osób i bycie menadżerem dla kolegów. Trening mój więc trwał prawie pół
roku. I oto dziś w końcu mogę nazwać siebie Visual Merchandiserem. Jestem z
siebie totalnie dumna. Kiedy półtora roku temu zaczynałam pracę w sklepie nigdy nie pomyślałabym,
że zechcę z nim związać moją przyszłość. Całkowicie przypadkiem odkryłam, że
mam do tego smykałkę- układając różnego rodzaju biżuterię. Potem dowiedziałam
się, że mam także oko i poczucie stylu. W końcu, po wielu latach poszukiwań i
zamartwiania się, co to będzie z moim życiem, odkryłam, że chcę moją przyszłość
związać z modą. Dodatkowo miałam to szczęście, że podczas treningu zetknęłam się z pracą stylistów i faktycznie z modą, nie tylko z tym, co dzieje sie w sklepie. Nie wiem dokładnie gdzie wyląduje za parę lat, ale wiem, ze jestem na właściwej
drodze! W ciągu półtora roku udało mi się awansować! Jako trzeciej z mojego
sklepu na stanowisko menadżerskie, jako pierwszej na stanowisko VM. Dziś
kocham moją pracę, jest ona totalnie kreatywna, pozwala rozwijać się mojej
wyobraźni, do tego pracuję wśród ubrań!:) Mam ambitne plany i wiem, że zaczyna
się przede mną kolejny, ekscytujący etap. Były momenty kiedy było bardzo
ciężko. Były łzy, stres i kilkakrotnie chęć zmiany pracy. Jednak, mimo, że było czasami tak trudno, nie żałuję. Czuję, że jestem
innym człowiekiem. Pewną siebie i tego co robię, otwartą na nowe wyzwania i
nowych ludzi kobietą. Piszę to wszystko żeby podzielić się z Wami radością i
pozytywną energią. Bo oto stało się -awansowałam! Mieszkając niecałe dwa
lata w Londynie, niepewenie mówiąc po angielsku. Będąc przerażoną i zamkniętą w
sobie dziewczyną z Polski. Jeśli więc dziś zamartwiacie się, co będziecie robić
w przyszłości. Jeśli wątpicie w siebie. Jeśli wydaje się wam, że wszystko jest
bez sensu, że wasze życie jest puste. Jeśli przewijacie obrazki na Supie i identyfikujecie
się z tymi, które mówią: „czuję jakby cały czas ktoś mnie sprawdzał ile jeszcze
wytrzymam.” Lub : „-Mam wrażenie, że Ty tylko udajesz szczęśliwą, a wewnątrz
jesteś bardzo smutna.”....
Przestańcie! Życie
to walka, to wyzwanie! Czas pogodzić się z tym, że ma ono dwa oblicza. To pozytywne,
kiedy jesteś na fali, wiatr dmie w Twoje żagle i nic nie jest w stanie Cię
powstrzymać. Kiedy ludzie przybijają Ci piątki, gratulując Twojej
zajebistości. Kiedy oddychasz pełną piersią i czujesz, że o to właśnie w życiu
chodzi. I to drugie…. Kiedy klęczysz na kolanach, przełykając własne łzy i
nawet nie wiesz do kogo zadzwonić szukając pocieszenia. Kiedy zastanawiasz się
ile i jak długo jeszcze. Kiedy nagle znika wszelka nadzieja. Jednak te ciężkie
czasy mijają. Zawsze. Choćby nie wiem co. I nastają te dobre. I wtedy widzisz
jak wiele nauczyłeś się przechodząc przez ten ciemny okres. Dlatego nie wątp w
siebie. Nigdy. Przenigdy. Choćby cały świat zwątpił, Ty nie możesz tego zrobić.
Bo życie samo przyniesie odpowiedzi na Twoje pytania. Skup się na tym, co kochasz.
Rób tego jak najwięcej, nawet jeśli inni pukają się w czoło. To, co odkryłam i na co widzę w życiu coraz więcej
potwierdzeń to fakt, że musisz poddać się swojemu szaleństwu, temu, co siedzi
głęboko w Tobie (oczywiście pomijając osoby, które chciałyby kogoś skrzywdzić…).
Wszyscy wielcy ludzie, którzy do czegoś doszli byli kiedyś nazywani szaleńcami.
Van Gogh, Einstein, Jobs, Tesla, Matka Teresa, Ghandi… Wszyscy byli
freakami, którzy mieli odwagę iśc pod prąd. Nie wątp nigdy w siebie. Walcz o siebie i swoje wymarzone życie. Bless!





