niedziela, 22 marca 2015

O lęku

     Lęk to hologram.
Ostatnio znalazłam zdjęcie na którym widniał przystanek z plakatem głoszącym "Fear is a Hologram".
Jakie to prawdziwe.
     Na początku, słowem wstępu, chciałabym zaznaczyć, że należy odróżnić lęk od strachu. Strach występuje jako reakcja na konkretną sytuację, kiedy nasze ciało przygotowuje się do ucieczki w odpowiedzi na realne zagrożenie. Jest więc potrzeby, pożądany i często ratuje nam tyłek. Lęk natomiast jest to podobne uczucie z tą różnicą, że nie wywołane przez żadne realne zagrożenie, pojawiające się w naszych głowach bardziej jako przeczucie czegoś złego, co może nastąpić. Może, ale nie musi.
     Kiedy moje życie zaczęło się zmieniać, kiedy postanowiłam zacząć stosować techniki motywacyjne i wkroczyłam, że tak napisze, na ścieżkę samorozwoju, to po jakimś pół roku ostatecznie zrozumiałam, że jednym z moich największych problemów jest lęk. Że pod cienką warstwą tego wszystkiego, co mnie blokowało, dołowało, smuciło, czy zatrzymywało przed nowymi działaniami, kryło się, nie co innego jak właśnie lęk. Bałam się o wszystko. Samotnych powrotów późno w nocy, nowych początków, bałam się o moich bliskich, o to, co sobie ludzie pomyślą. O to, co powiedzą. Czasami totalnie dawałam się temu ponieść i zdarzało mi się płakać, bo nie wiedziałam jak pokierować moim życiem, kim być, bo bałam się, że zmarnuję życie. Bałam się, że zostanę sama, bałam się, że nie podołam. Że będzie bolało. Itd. Itp. 
Jednak w końcu spojrzałam strachowi w jego wielkie oczy. I wiecie co? Okazało się, że nie ma czego się bać. I kiedy raz przekroczyłam tę granicę, staram się już nie wracać. Nawet jeśli czasem się zapomnę, staram się szybko wziąć się garść i przypomnieć sobie o kilku ważnych faktach.
Po pierwsze jeśli przyjrzymy się, czym faktycznie jest lęk… Jest to tylko zjawisko zachodzące w naszym umyśle. Reakcja chemiczna, która wytwarza się w naszym organizmie w odpowiedzi na pewne nasze wyobrażenia sytuacji lub planowanie przyszłości. Po prostu proces i odczucia. Nic prawdziwego. Tam też możemy szybko położyć temu kres.
Po drugie w sytuacji faktycznego zagrożenia, kiedy musimy stawić czoła trudnej sytuacji boimy się tylko przez chwilę. W pierwszej reakcji. Potem nasze ciało zaczyna działać, często na zasadzie odruchu. Nie mamy wtedy czasu na siedzenie i biadolenie, co my też, biedni poczniemy. Nie ma miejsca na lęk. Wręcz przeciwnie, do naszej krwi dostaje się potężna dawka kortyzolu i adrenaliny, które sprawiają, że działamy bez namysłu, zazwyczaj ze 100% skutecznością. Człowiek postawiony w obliczu sytuacji krytycznej jest zdolny do przekraczania swoich własnych granic, potrafiąc podnieść, np. samochód. Wyostrza się refleks i nasze zmysły. Na pewno wiecie o czym mówię. Na pewno uniknęliście kiedyś bolesnej kontuzji, upadku czy wypadku samochodowego, sami do końca nie wiedząc jak. Musimy więc zaufać sobie i naturze.
Po trzecie, jeśli popatrzycie na swoją przeszłość zobaczycie, że już niejednokrotnie musieliście stawić czoła jakiejś trudnej sytuacji. Czy to kłopoty w szkole/pracy, czy zawód miłosny i złamane serce, czy brak pieniędzy. Jednak dzisiaj macie to za sobą, co oznacza, że poradziliście sobie!  Przeżyliście upadki, zdrady, bezsenne noce, przepłakane godziny. Choroby i czyjeś odejście. Przeżyliście, co sprawiło, że dziś jesteście mądrzejsi i twardsi. I co oznacza, że dacie sobie rady w jakiejś innej sytuacji.
Po czwarte. Mówi się, że ludzie zamartwiają się o tysiące rzeczy, z których i tak nawet połowa się nie wydarzyła. Po co robić to na zapas?
Sprawa ostatnia. Polecę trochę w banał, ale takie jest nasze życie. Raz jest dobrze, a potem jest źle. A potem znowu dobrze. Czemu tak jest, to rozkmina na jakieś dłuższe, filozoficzne popołudnie, która i tak zostanie bez odpowiedzi. Fakt jest jednak taki, że te trudne chwile są nieodłączną częścią naszego żywota. Po co więc zadręczać się już dziś w chwilach dobrych, tym, co może pójść nie tak? Zaakceptujmy życie w pełni takie, jakim jest. Skupmy się na tym, co dzieje się teraz i przestańmy roztrząsać i zastanawiać się, co może pójść źle. Przestańmy przygotowywać się na złe chwilę! Wierzę w to, że nasze myśli wysyłają w pewien sposób energię do świata, i że dostajemy tą samą energię z powrotem. Jeśli więc w kółko dręczymy się złymi przeczuciami i zmartwieniami prawdopodobnie w końcu to właśnie dostaniemy. Dlatego tak ważne jest, by karmić się pozytywnymi, radosnymi obrazami.
     Na pewno warto spróbować! Poczuj tę wolność! Odetnij się od tego wyimaginowanego strachu, który tylko hamuje Ciebie i Twój rozwój! Daj ponieść się chwili, swoim pragnieniom, swojej wyobraźni. Tak naprawdę nie masz nic do stracenia. Mamy jedno życie i trzeba korzystać z niego ile wlezie, podejmując jak najwięcej prób! Nawet jeśli raz się pomylisz, raz coś się nie uda… Jutro jest nowy dzień. I będziesz mądrzejszy o tę jedną lekcję. I będziesz mógł znowu spróbować.
     Lek to hologram. Nie istnieje. W momencie kiedy przekroczysz jego granicę, zobaczysz że lęku tam już nie ma.


































sobota, 14 marca 2015

Sobotni poranek

1.Kiedy nie dostajesz tego, co chcesz, dostajesz coś lepszego - doświadczenie.
2. Wszystko się zmienia, kiedy Ty się zmieniasz.
3. Nieważne jak na Ciebie mówią. Ważne, kiedy odpowiadasz.
4. Sam decydujesz, ile jesteś wart.
5. Na błędy też jest miejsce.
6. Najczęściej jedyną osobą, jaka stoi Ci na drodze, jesteś Ty sam.
7. To, co wygląda na koniec, może być nowym początkiem.
8. Zamiast próbować być najlepszy na świecie, bądź najlepszy dla świata.
9. Jeśli możesz komuś pomóc, zrób to. Jeśli możesz kogoś zranić, powstrzymaj się.
10. To, ze ktoś podąża inną ścieżką niż Ty, nie znaczy jeszcze, że się zgubił!
11. Żeby dowiedzieć się, kim jesteś, pożegnaj się z tym, kim NIE jesteś.
12.Nawet kiedy czujesz się niewidzialny, ktoś widzi Twoją pracę.
13. Bądź czyimś bohaterem.
14. Pozwólmy łagodności opanować świat.
15. Bóg kończy to, co zaczniemy.

Znalezione na Soup.io


niedziela, 8 marca 2015

Dzień Kobiet

     Kiedy byłam dużo młodsza żałowałam, że jestem dziewczyną. Uważałam, że faceci maja po prostu lepiej i łatwiej. Mają wszystko i nie muszą się niczego bać. Nie muszą spełniać niczyich oczekiwań, zachowywać się, ładnie wyglądać. Mogą przeklinać, wracać późno do domu, nie muszą się nikomu tłumaczyć. I na pewno nie mają tej nieznośnej ciężkości bytu, huśtawki emocjonalnej oraz nadwrażliwości. Nie mówiąc o prostocie stosunków męsko-męskich. Nie wspominając o prostocie stosunków damsko-męskich (dobra, trochę uproszczam, ale chyba wszyscy zgodzimy, się, że faceci mają łatwiej!).
      Jednak lata mijają. A wraz z nimi przychodzi świadomość i zrozumienie. Coraz bardziej lubiłam bycie dziewczyną. Coraz bardziej pojmowałam, że wszystkie negatywy kobiecości, mają też jasną stronę. Nadwrażliwość niesie zrozumienie, możliwość zachwytu książką czy filmem, a co za tym idzie, nadaje pewnej głębi życiu. Kultura i granice wyznaczają bezpieczną przystań, eliminując już na początku ludzi, którzy mogliby mnie skrzywdzić, bądź są po prostu nie z mojej bajki. Inne kobiety… Jeśli trafisz na odpowiednią, która Cię rozumie, to masz w niej siostrę, przyjaciółkę i kochankę zarazem. Nie ma nic piękniejszego niż kobieca kumpela, podobna Ci dusza, która wysłucha, przytaknie, a potem jeszcze zabierze Cię na wino. Jeśli nie trafiasz na swoją, też można to ustabilizować, nie musimy się przecież wszyscy lubić, ale nie znaczy to też natychmiastowej nienawiści.
     Po przyjeździe do Londynu, kiedy zaczęłam zmieniać moje życie, postanowiłam, że wreszcie porzucę, to, co mnie obciążało i wiązało, lub obezwładniało. Postanowiłam stać się sobą. I to najlepsza moją wersją. Postanowiłam ubierać się jak chce, pozwolić sobie na myślenie moje własne i na moje zdanie. Postanowiłam mieć wokół siebie prawdziwych przyjaciół, kilku sprawdzonych ludzi przy których mogę być sobą. Postanowiłam wytatuować każda możliwą część ciała, postanowiłam nosić dużo biżu. Postanowiłam zacząć tworzyć, zacząć marzyć i ścigać się sama ze sobą. I w miarę, kiedy zaczął się mój rozwój, przyszła jeszcze jedna rzecz. Jedna refleksja. Nie tyle, że stałam się sobą. Ale w którymś momencie stałam się kobietą. W pełni tego słowa znaczeniu. Przeżyłam w swoim życiu wzloty i upadki, dramaty i radości. Podjęłam świadome decyzję i poniosłam ich konsekwencję. Dorosłam. I pogodziłam się ze sobą, pokochałam siebie. I przez to wszystko stałam się kobietą. Pojęłam też, co to oznacza. Nie umiem dokładnie tego wyjaśnić, bo bardziej to czuję. To ten lekki uśmiech. Delikatny krok i wysoko uniesiona głowa. Pewność siebie, ale bez nachalności. Naturalność. Ciepło. Dawanie z siebie i siebie. Ale też pewien dystans, czasami milczenie. Zrozumienie, ale wstrzymanie się od reakcji. Jednym słowem pojęłam, co kryje się za uśmiechem Mona Lisy. Właśnie kobiecość. I pełna jej moc.
     Tak więc stałam się kobietą, taką jak każda inna, a zarazem jedyną w swoim rodzaju. Jestem delikatna, ale stąpam twardo po ziemi. Mam w sobie moc. Mam w sobie miłość. Jestem wrażliwa, mam swoiste poczucie humoru. Kocham książki. Uwielbiam porządek. Kocham patrzyć na zwierzęta, na naturę z bliska. Uwielbiam zapach kawy i rozgrzanego chodnika po deszczu. Kocham muzykę i kocham zapomnieć się w tańcu. Dałabym się zabić za moich ludzi, jednak potrafiłabym też zabić w przypadku zdrady. Wszystko, co się dzieje wokół mnie, dzieje się także we mnie. Czasami nad sobą nie panuję, czasami płaczę oglądając reklamy lub wiadomości. Czasami kipi we mnie wzburzenie lub wylewa się smutek, a ja sama nie mogę zdecydować się na przyczynę. Jednak znam już siebie, prawie bardzo dobrze. Obserwuje siebie i moje ciało. Wiem, że złe rzeczy miną, że trzeba mieć nadzieję, że nie można sobie odpuszczać. Czasami wydaje mi się, że mam kilkaset osobowości. Jednak to wciąż po prostu ja. Wiem, że bycie sobą to najlepszy dar jaki można sobie dać. Wiem, że jeszcze ważniejszym darem jest miłość do samego siebie. I nie pisze tego, żeby pisać o sobie. Raczej chciałabym pokazać, że wszystkie jesteśmy do siebie trochę podobne. Więc, hej, jeśli dziś to czytasz kobietko i jesteś z jakiegoś powodu smutna, czy zmartwiona. Jeśli wątpisz w swoją przyszłość, czujesz, że nie jesteś wystarczająco dobra… Przestań. Uśmiechnij się do siebie, przytul swoje ciało i pomyśl ile już przeszłaś i ile osiągnęłaś. I ile jeszcze przed Tobą. Nie daj sobie wmówić, że musisz mieć idealne ciało i nienaganny charakter. Jedyne, co musisz to być sobą. W pełni kobietą, jaką jesteś. I tego Wam, drogie kobiety życzę w dniu dzisiejszym. Poniżej dla Was w tej tonacji utrzymany filmik! Trzymajcie się babeczki!