Lęk to hologram.
Ostatnio
znalazłam zdjęcie na którym widniał przystanek z plakatem głoszącym "Fear is a Hologram".
Jakie to prawdziwe.
Na początku,
słowem wstępu, chciałabym zaznaczyć, że należy odróżnić lęk od strachu. Strach
występuje jako reakcja na konkretną sytuację, kiedy nasze ciało przygotowuje
się do ucieczki w odpowiedzi na realne zagrożenie. Jest więc potrzeby, pożądany
i często ratuje nam tyłek. Lęk natomiast jest to podobne uczucie z tą różnicą,
że nie wywołane przez żadne realne zagrożenie, pojawiające się w naszych głowach
bardziej jako przeczucie czegoś złego, co może nastąpić. Może, ale nie musi.
Kiedy moje życie zaczęło się zmieniać,
kiedy postanowiłam zacząć stosować techniki motywacyjne i wkroczyłam, że tak
napisze, na ścieżkę samorozwoju, to po jakimś pół roku ostatecznie zrozumiałam, że jednym z moich
największych problemów jest lęk. Że pod cienką warstwą tego wszystkiego, co
mnie blokowało, dołowało, smuciło, czy zatrzymywało przed nowymi działaniami, kryło
się, nie co innego jak właśnie lęk. Bałam się o wszystko. Samotnych powrotów
późno w nocy, nowych początków, bałam się o moich bliskich, o to, co sobie
ludzie pomyślą. O to, co powiedzą. Czasami totalnie dawałam się temu ponieść i zdarzało mi się płakać,
bo nie wiedziałam jak pokierować moim życiem, kim być, bo bałam się, że zmarnuję
życie. Bałam się, że zostanę sama, bałam się, że nie podołam. Że będzie bolało. Itd. Itp.
Jednak w końcu
spojrzałam strachowi w jego wielkie oczy. I wiecie co? Okazało się, że nie ma
czego się bać. I kiedy raz przekroczyłam tę granicę, staram się już nie wracać. Nawet jeśli czasem się zapomnę, staram się szybko wziąć się garść i przypomnieć sobie o kilku ważnych faktach.
Po pierwsze jeśli
przyjrzymy się, czym faktycznie jest lęk… Jest to tylko zjawisko zachodzące w
naszym umyśle. Reakcja chemiczna, która wytwarza się w naszym organizmie w
odpowiedzi na pewne nasze wyobrażenia sytuacji lub planowanie przyszłości. Po
prostu proces i odczucia. Nic prawdziwego. Tam też możemy szybko położyć temu kres.
Po drugie w
sytuacji faktycznego zagrożenia, kiedy musimy stawić czoła trudnej sytuacji
boimy się tylko przez chwilę. W pierwszej reakcji. Potem nasze ciało zaczyna
działać, często na zasadzie odruchu. Nie mamy wtedy czasu na siedzenie i
biadolenie, co my też, biedni poczniemy. Nie ma miejsca na lęk. Wręcz
przeciwnie, do naszej krwi dostaje się potężna dawka kortyzolu i adrenaliny,
które sprawiają, że działamy bez namysłu, zazwyczaj ze 100% skutecznością. Człowiek
postawiony w obliczu sytuacji krytycznej jest zdolny do przekraczania swoich
własnych granic, potrafiąc podnieść, np. samochód. Wyostrza się refleks i nasze
zmysły. Na pewno wiecie o czym mówię. Na pewno uniknęliście kiedyś bolesnej
kontuzji, upadku czy wypadku samochodowego, sami do końca nie wiedząc jak. Musimy więc zaufać sobie i naturze.
Po trzecie, jeśli
popatrzycie na swoją przeszłość zobaczycie, że już niejednokrotnie musieliście stawić
czoła jakiejś trudnej sytuacji. Czy to kłopoty w szkole/pracy, czy zawód miłosny
i złamane serce, czy brak pieniędzy. Jednak dzisiaj macie to za sobą, co oznacza,
że poradziliście sobie! Przeżyliście upadki,
zdrady, bezsenne noce, przepłakane godziny. Choroby i czyjeś odejście. Przeżyliście,
co sprawiło, że dziś jesteście mądrzejsi i twardsi. I co oznacza, że dacie
sobie rady w jakiejś innej sytuacji.
Po czwarte. Mówi
się, że ludzie zamartwiają się o tysiące rzeczy, z których i tak nawet połowa
się nie wydarzyła. Po co robić to na zapas?
Sprawa ostatnia.
Polecę trochę w banał, ale takie jest nasze życie. Raz jest dobrze, a potem
jest źle. A potem znowu dobrze. Czemu tak jest, to rozkmina na jakieś dłuższe,
filozoficzne popołudnie, która i tak zostanie bez odpowiedzi. Fakt jest jednak
taki, że te trudne chwile są nieodłączną częścią naszego żywota. Po co więc
zadręczać się już dziś w chwilach dobrych, tym, co może pójść nie tak?
Zaakceptujmy życie w pełni takie, jakim jest. Skupmy się na tym, co dzieje się
teraz i przestańmy roztrząsać i zastanawiać się, co może pójść źle. Przestańmy
przygotowywać się na złe chwilę! Wierzę w to, że nasze myśli wysyłają w pewien
sposób energię do świata, i że dostajemy tą samą energię z powrotem. Jeśli więc
w kółko dręczymy się złymi przeczuciami i zmartwieniami prawdopodobnie w końcu
to właśnie dostaniemy. Dlatego tak ważne jest, by karmić się pozytywnymi,
radosnymi obrazami.
Na pewno warto spróbować! Poczuj tę
wolność! Odetnij się od tego wyimaginowanego strachu, który tylko hamuje Ciebie
i Twój rozwój! Daj ponieść się chwili, swoim pragnieniom, swojej wyobraźni. Tak
naprawdę nie masz nic do stracenia. Mamy jedno życie i trzeba korzystać z niego
ile wlezie, podejmując jak najwięcej prób! Nawet jeśli raz się pomylisz, raz
coś się nie uda… Jutro jest nowy dzień. I będziesz mądrzejszy o tę jedną
lekcję. I będziesz mógł znowu spróbować.
Lek to hologram. Nie istnieje. W momencie
kiedy przekroczysz jego granicę, zobaczysz że lęku tam już nie ma.






















