piątek, 19 września 2014

Jak spełniać swoje marzenia. Part II. A także o tym jak zacząć ćwiczyć.

      Okej. Mamy już listę naszych marzeń, w głowie powoli wykluwa się zarys naszej nowej przyszłości. Co dalej? Na początku wybieramy jedno marzenie, stawiamy sobie jasno jeden cel. Nie ma sensu chwytać się stu rzeczy na raz, bo zmniejsza to naszą produktywność i rozdrabniamy się, tracąc skupienie. Jeden cel. Określamy go sobie jasno, dobrze będzie go zapisać. Moim celem był płaski brzuch. Nie żebym była gruba, wręcz przeciwnie ogólnie jestem szczupłą osobą, jednak jeśli chodzi o mój brzuch, to występowało tutaj zjawisko tzw. ciąży spożywczej, co strasznie mnie krępowało i hamowało przed ubraniem jakiejkolwiek obcisłej rzeczy. Po prostu nie byliśmy przyjaciółmi z moim brzuchem i w końcu postanowiłam przestać narzekać i coś zmienić.
Kolejny etap, znajdź odpowiedź na pytanie: Jak osiągnąć cel?
Rozpoczynamy od researchu. Szukamy porad, zasięgamy informacji u ludzi, którzy mają już doświadczenie w danej kwestii. Szukamy inspiracji. Szukamy tipsów. Dobrych rozwiązań. Oczywiście najlepszym naszym przyjacielem jest wujek Google. W Internecie dowiedziałam się o ćwiczeniach cardio, niezbędnych podczas treningu i o konkretnych ćwiczeniach abs. Dowiedziałam się czego unikać w mojej diecie, a co do niej wprowadzić.
Następnie ustalamy plan. Wiedzę znalezioną przekuwamy w konkrety, zapisujemy lub obmyślamy punkty, które małymi krokami doprowadzą nas do spełnienia naszego celu. Powoli tworzy się realny plan. Ja postanowiłam biegać i ćwiczyć brzuch trzy razy w tygodniu. Odstawiłam słodycze, chipsy, gazowane napoje. Zaczęłam pić wodę, itd.
Ustalamy i planujemy sobie dokładny czas i dni, kiedy będziemy realizować, to, co ma nas doprowadzić do naszego celu. Ważne w tym wypadku jest zobowiązanie się przed samym sobą do spełniania planu sumiennie. Konkretne dni i określony czas ma nam to ułatwić. Np. ja ćwiczyłam zawsze w poniedziałek, środę i piątek. Regularność ułatwi nam osiągnięcie celu. Kiedyś Beata Pawlikowska napisała, że jej ciało tak przyzwyczaiło się do nauki języka w konkretny dzień i o konkretnej godzinie, że potem stało się to dla niej totalnie naturalne i coraz łatwiejsze, jakby jej organizm zapamiętał, że to czas na naukę i był gotowy na nią. Wierzę, że może się tak stać!
Teraz najważniejszy punkt. Nie tracić celu z oczu i dążyć do niego. Nie poddawać się. Nie odpuszczać sobie. To jest właśnie czas próby. Łatwo coś zacząć i obiecać sobie piękne działania, kiedy jesteśmy w dobrym nastroju, pełni energii i pozytywnie nastawieni do życia. Jednak o tym, czy nasz cel zostanie osiągnięty świadczą dni, kiedy przezwyciężamy naszego lenia, prokrastynację  i, mimo złego samopoczucia, bólu głowy czy innych wymówek (czy naprawdę ważnych excuses) działamy! Jest ciężko, nie czarujmy się, czasami tracimy wiarę w siebie, w sens działań, łatwiej i przyjemniej jest myśleć, że jeden dzień mogę sobie odpuścić. Znam to bardzo dobrze.
Jak przeskoczyć chwile zwątpienia?
Miej w głowie cel. Wyobrażaj sobie i fantazjuj jak będzie wyglądało Twoje życie kiedy osiągniesz swoje marzenie. Nie skupiaj się na tym jak bardzo Ci się nie chce. Nie mam sił? Ok. Ale i tak robię to, co zaplanowałam/em. Po prostu odsuwamy na bok prokrastynację, zwątpienie i lenistwo. Oglądamy motywacyjne filmiki czy obrazki. Mnie to bardzo pomogło – słowa, które świadczą o tym, że każdy może być tym, kim chce. Że możemy osiągnąć cel. I spełnić marzenia. Z tej właśnie przyczyny, bysmy nie musieli daleko szukać, rozpoczynam serię mini postów z motywacyjnymi tekstami i obrazkami. Coś, co przypomni mnie i Wam o tym, że nie może być prosto. Że nie może być łatwo. Że wielkie rzeczy rodzą się w poświęceniu, bólu, pocie i łzach. I, że warto.
Udało się przezwyciężyć gorszy dzień? Świetnie! Już za niedługo czeka Cię nagroda! Dobre samopoczucie. Zadowolenie z siebie. Wygrana ze swoją słabością. A już za jakiś czas, za kilka tygodni, może parę miesięcy będziesz u celu! Twoje marzenie stanie się Twoim życiem. Mnie po siedmiu miesiącach udało się osiągnąć wymarzoną figurę i podczas wakacji mogłam spokojnie ubierać się niczym Kiesza w teledysku Hideaway, bo mój brzuch był super:)
Ostatnia rada – prowadź dziennik. Zapisuj, co udało Ci się zrobić, nowe pomysły i nad czym chcesz popracować. Ile czasu poświęciłeś danej czynności i inne uwagi, które są dla Ciebie ważne.
Ostatnia uwaga. Mierz siły na zamiary. Twój cel musi być osiągalny, jeśli jest duży podziel go na mniejsze etapy. Jeśli nigdy nie ćwiczyłeś, nie będziesz w stanie przebiec maratonu po 2 miesiącach ćwiczeń. Wymagaj od siebie, ale nie bądź surowy. Od czasu do czasu pozwól sobie na nagrodę.

Życzę wszystkim wytrwałości, za każdego trzymam kciuki. Naprawdę da się spełniać marzenia!

A poniżej kila rad, jak udało mi się zbić brzuch, bo wiele znajomych pytało mnie o to.
Przede wszystkim nie wierzę w żadne cud diety. Twoja wymarzona figura musi przyjść harmonijnie, musi pojawiać się stopniowo. Nie możesz katować swojego organizmu. Wszystko, co przychodzi łatwo, łatwo też znika. Nie ma innej opcji. Zdrowy tryb życia, czyli regularne ćwiczenia oraz zrównoważone posiłki, to klucz do wymarzonego ciała.

  1. Cały tydzień podzieliłam na tydzień pracujący: poniedziałek – piątek i weekend – sobota i niedziela. Oczywiste, ale łatwiej będzie mi przekazać resztę informacji.
  2. Ćwiczyłam i stosowałam ‘dietę’ w tydzień pracujący. Weekend był zawsze chwilą wytchnienia, chwilą, kiedy można więcej. Czasem nagrody;)
  3. Ćwiczyłam 3 razy w tygodniu. Najpierw 10 minut rozgrzewki. Potem część główna: 40 minut cardio + 30 minut abs’ów. Ćwiczenia cardio to wszystkie ćwiczenia w które angażujemy całe nasze ciało, np. bieganie, pływanie, jazda na rowerze czy skakanie na skakance. Pomogąją zmniejszyć tkanke tłuszczową. Ja biegałam, potem z powodu kontuzji nogi zaczęłam jeździć na rowerze, a potem przerzuciłam się na skakankę. Ćwiczenia abs to wszystkie ćwiczenia na brzuch, od brzuszków po tzw. plank. One wyrzeźbią nam mięśnie brzucha i stworzą sześciopak. Po szczegóły odsyłam do wyszukiwarek. Lub jeśli zajdzie taka potrzeba, możliwe, że kiedyś pojawi się bardziej szczegółowy post. Nie ma co się martwić, jeśli po kilku tygodniach wciąż nie widac efektów. Czasami  jest tak, że mięśnie, które rzeźbimy wypychają na wierzch resztki tkanki tłuszczowej w obszarze brzucha. Głowa do góry i ćwiczymy dalej.
  4. W moim wypadku kluczowe było rozpoczęcie biegania. Próbowałam zacząć taki trening 2 razy w swoim życiu, ale zawsze po kilku tygodniach przestawałam. Wiadomo, ze jeśli chcemy biegać, a nie robiliśmy tego wcześniej za często, to nie będziemy w stanie biec więcej niż kilka minut. Stąd znane było mi uczenie się biegania za pomocą interwałów- 1 minuta biegu, na parę minut marszu. Jednak zawsze w którymś momencie mój zapał wygasał. Tutaj punktem zwrotnym było znalezienie strony www.biegaj40minut.pl  Dlaczego? Otóż pierwszym krokiem jaki proponują początkującym biegaczom jest zabranie stopera i przebiegnięcie maksymalnego dystansu, mierząc sobie czas. Czyli po prostu biegniemy normalnym tempem, dopóki mamy siłę. Czas jaki sobie zmierzymy odnosimy do tabelki podanej na stronie. Tam nasz wynik pokazuje nam od jakiego tygodnia mamy zacząć nasz trening. Chodzi o to, że nasz organizm ma różną wydolność, to, że nigdy nie biegaliśmy, nie oznacza, że będziemy się szybko męczyć. Tak było w moim przypadku. Okazało się, że bieganie przez minutę, na dwie minuty chodzenia, po prostu nie jest realnym wysiłkiem dla mojego organizmu. W dodatku wyraźnie mnie nudziło. Kiedy natomiast zaczęłam biegać 6 minut na 2 minuty marszu, poczułam, że zaczynam ćwiczyć i zaczyna mi się to podobać. Dodam, że największą nagrodą jaka mnie spotkała, był dzień, kiedy przemogłam mojego wielkiego lenia. Kiedy naprawdę nie miałam siły biegać, ale zrobiłam to. Przebiegłam. I dostałam takiego kopa energetycznego, że cały dzień czułam się jakbym miała dożylnie podłączona kroplówkę z Red Bullem.;)
  5. Po ćwiczeniach piłam szejki z proteinami. Do kupienia w proszku. Można tez zaopatrzyć się w specjalne batony bogate w proteiny lub przygotować sobie danie, w którym będzie duża ich zawartość. Ważne – proteiny trzeba spożyć do godziny po ćwiczeniach.
  6. Żeby zwiększyć swoje wyniki, można zacząć stosować ćwiczenia interwałowe. Tzn. ćwiczysz na zmianie z maksymalną swoją mocą, potem z normalną. Np. Podczas biegu biegniesz przez minutę na pełnej prędkości, a następne 2 minuty zwykłym truchtem.
  7. Ważne – po zjedzeniu posiłku trzeba odczekać co najmniej godzinę zanim zacznie się ćwiczyć.
  8. Alkohol tylko w weekendy. W małych ilościach i bez gazu.
  9. Dieta. Nie stosowałam żadnej. Zastosowałam natomiast kilka nowych rozwiązań podczas moich posiłków:
    - zero słodyczy, które zastąpilam owocami i orzechami
    - zero chipsów
    - zero Fast foodów
    - codziennie rano jem śniadanie, choćby małe
    - jem więcej małych porcji
    - jem kiedy jestem głodna
    - zero napojów gazowanych
    - piłam soki, ale te prawdziwe
    - zaczęłam sprawdzać metki i opisy produktów, które kupuje. Bez jakieś chorej skrupulatności, po prostu coś, co ma za dużo syfu w sobie, nie wkładam do koszyka zakupowego
  10. Ostatni sekret, któremu poświęcę kiedyś więcej miejsca: woda. Pewnie nie raz słyszeliście: pij wodę. Naprawdę to działa. Ja nie przepadałam za wodą, bo lubiłam pić napój ze smakiem. A woda go nie miała. Kiedy jednak odstawiłam wszelakie kokakole i piłam wodę, po pewnym czasie okryłam, że nic mi bardziej nie smakuje jak woda. Klucz: pij co najmniej pięć szklanek dziennie.
  11. Pij zieloną herbatę, co najmniej raz dziennie.
  12. Prowadzę kalendarz w którym zapisywałam wszystkie moje ćwiczenia i wszystko, co w danym dniu zjadłam

That’s all Folks!


Do słuchania tym razem polecam: Dillon Francis – Without You Feat. T.E.E.D. (The Rebirth)











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz