Kiedy byłam dużo młodsza żałowałam, że
jestem dziewczyną. Uważałam, że faceci maja po prostu lepiej i łatwiej. Mają
wszystko i nie muszą się niczego bać. Nie muszą spełniać niczyich oczekiwań,
zachowywać się, ładnie wyglądać. Mogą przeklinać, wracać późno do domu, nie
muszą się nikomu tłumaczyć. I na pewno nie mają tej nieznośnej ciężkości bytu, huśtawki
emocjonalnej oraz nadwrażliwości. Nie mówiąc o prostocie stosunków
męsko-męskich. Nie wspominając o prostocie stosunków damsko-męskich (dobra, trochę uproszczam, ale chyba wszyscy zgodzimy, się, że faceci mają łatwiej!).
Jednak lata mijają. A wraz z nimi
przychodzi świadomość i zrozumienie. Coraz bardziej lubiłam bycie dziewczyną.
Coraz bardziej pojmowałam, że wszystkie negatywy kobiecości, mają też jasną
stronę. Nadwrażliwość niesie zrozumienie, możliwość zachwytu książką czy
filmem, a co za tym idzie, nadaje pewnej głębi życiu. Kultura i granice
wyznaczają bezpieczną przystań, eliminując już na początku ludzi, którzy
mogliby mnie skrzywdzić, bądź są po prostu nie z mojej bajki. Inne kobiety… Jeśli
trafisz na odpowiednią, która Cię rozumie, to masz w niej siostrę, przyjaciółkę
i kochankę zarazem. Nie ma nic piękniejszego niż kobieca kumpela, podobna Ci dusza,
która wysłucha, przytaknie, a potem jeszcze zabierze Cię na wino. Jeśli nie
trafiasz na swoją, też można to ustabilizować, nie musimy się przecież wszyscy
lubić, ale nie znaczy to też natychmiastowej nienawiści.
Po przyjeździe do Londynu, kiedy zaczęłam
zmieniać moje życie, postanowiłam, że wreszcie porzucę, to, co mnie obciążało i
wiązało, lub obezwładniało. Postanowiłam stać się sobą. I to najlepsza moją wersją.
Postanowiłam ubierać się jak chce, pozwolić sobie na myślenie moje własne i na
moje zdanie. Postanowiłam mieć wokół siebie prawdziwych przyjaciół, kilku
sprawdzonych ludzi przy których mogę być sobą. Postanowiłam wytatuować każda możliwą
część ciała, postanowiłam nosić dużo biżu. Postanowiłam zacząć tworzyć, zacząć
marzyć i ścigać się sama ze sobą. I w miarę, kiedy zaczął się mój rozwój,
przyszła jeszcze jedna rzecz. Jedna refleksja. Nie tyle, że stałam się sobą.
Ale w którymś momencie stałam się kobietą. W pełni tego słowa znaczeniu. Przeżyłam
w swoim życiu wzloty i upadki, dramaty i radości. Podjęłam świadome decyzję i
poniosłam ich konsekwencję. Dorosłam. I pogodziłam się ze sobą, pokochałam
siebie. I przez to wszystko stałam się kobietą. Pojęłam też, co to oznacza. Nie
umiem dokładnie tego wyjaśnić, bo bardziej to czuję. To ten lekki uśmiech. Delikatny krok i wysoko uniesiona głowa. Pewność siebie, ale bez nachalności. Naturalność. Ciepło. Dawanie z siebie i siebie. Ale też pewien
dystans, czasami milczenie. Zrozumienie, ale wstrzymanie się od reakcji. Jednym
słowem pojęłam, co kryje się za uśmiechem Mona Lisy. Właśnie kobiecość. I pełna
jej moc.
Tak więc stałam się kobietą, taką jak
każda inna, a zarazem jedyną w swoim rodzaju. Jestem delikatna, ale stąpam
twardo po ziemi. Mam w sobie moc. Mam w sobie miłość. Jestem wrażliwa, mam
swoiste poczucie humoru. Kocham książki. Uwielbiam porządek. Kocham patrzyć na
zwierzęta, na naturę z bliska. Uwielbiam zapach kawy i rozgrzanego chodnika po
deszczu. Kocham muzykę i kocham zapomnieć się w tańcu. Dałabym się zabić za moich
ludzi, jednak potrafiłabym też zabić w przypadku zdrady. Wszystko, co się dzieje
wokół mnie, dzieje się także we mnie. Czasami nad sobą nie panuję, czasami
płaczę oglądając reklamy lub wiadomości. Czasami kipi we mnie wzburzenie lub
wylewa się smutek, a ja sama nie mogę zdecydować się na przyczynę. Jednak znam już
siebie, prawie bardzo dobrze. Obserwuje siebie i moje ciało. Wiem, że złe
rzeczy miną, że trzeba mieć nadzieję, że nie można sobie odpuszczać. Czasami
wydaje mi się, że mam kilkaset osobowości. Jednak to wciąż po prostu ja. Wiem,
że bycie sobą to najlepszy dar jaki można sobie dać. Wiem, że jeszcze
ważniejszym darem jest miłość do samego siebie. I nie pisze tego, żeby pisać o sobie. Raczej chciałabym pokazać, że wszystkie jesteśmy do siebie trochę podobne. Więc, hej, jeśli dziś to
czytasz kobietko i jesteś z jakiegoś powodu smutna, czy zmartwiona. Jeśli wątpisz
w swoją przyszłość, czujesz, że nie jesteś wystarczająco dobra… Przestań. Uśmiechnij
się do siebie, przytul swoje ciało i pomyśl ile już przeszłaś i ile osiągnęłaś.
I ile jeszcze przed Tobą. Nie daj sobie wmówić, że musisz mieć idealne ciało i
nienaganny charakter. Jedyne, co musisz to być sobą. W pełni kobietą, jaką
jesteś. I tego Wam, drogie kobiety życzę w dniu dzisiejszym. Poniżej dla Was w
tej tonacji utrzymany filmik! Trzymajcie się babeczki!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz