Nadal próbuję nawiązywać w moich notkach
do postu o pokochaniu siebie. Ponieważ pokochanie siebie wiąże się często z
pewnym procesem, który jest długotrwały i powinien być codziennie odnawiany.
Może nie u wszystkich, ale u takich sierotek jak ja, które tkwiły w
negatywizmie i przeświadczeniu o swojej niskiej wartości długi czas, zmiana może trwać naprawdę długo, uczymy się poniekąd od podstaw. I wciąż od nowa. Tak
jak już kiedyś wspominałam, jednym z pierwszych kroków powinno być zostawienie przeszłości tam gdzie jej miejsce, czyli w
przeszłości. Uwolnienie się od wspomnień i zakotwiczenie siebie w tu i teraz to
już połowa sukcesu. Czasami jednak ciężar minionych wydarzeń nie daje nam o
sobie zapomnieć. Czasami życie układa się tak, że w naszym sercu wciąż gdzieś
chowamy urazę, poczucie skrzywdzenia, niesprawiedliwości, braku
zadośćuczynienia. Czasami w naszych interakcjach międzyludzkich dochodzi do
dużych spięć, czasami do tragicznych lub strasznych sytuacji. Potem nasze życie
nie jest już takie samo. Potem następuje proces zdrowienia, naprawy lub
godzenia się z nową rzeczywistością. I najważniejszy proces: wybaczenie. Najważniejszy,
ale w zależności od tego, co się wydarzyło, zazwyczaj najtrudniejszy.
Wszyscy na pewno znamy sytuację, kiedy
wybaczenie nie przychodzi lub nie przyszło łatwo. Czasami nasza krzywda jest za
duża, czasami nie umiemy pozbyć się poczucia bycia ofiarami. Czasami dotyka nas
tak wielka niesprawiedliwość, że nie sposób ją po prostu zapomnieć i zamknąć.
Czasami sprawy tak bardzo się komplikują, że nie umiemy ich już poukładać.
Czasami w naszym sercu rana jest zbyt żywa. Jednak wybaczenie jest jedyną
drogą. Jeśli nie umiemy wybaczyć i wciąż tkwimy w urazie czy nienawiści,
wszystko to i tak obraca się przeciwko nam. To my cierpimy, to my
rozpamiętujemy, to my analizujemy, wskutek czego osoba, która nas skrzywdziła
wcale nie ponosi konsekwencji, być może ona nawet ruszyła na przód, a to my
stajemy się zatruci, zgorzkniali. Zatem negatywne uczucia, którymi darzymy
drugą osobę, tak naprawdę trafiają w nas samych. Wybaczenie staję się jedyną
drogą, aby zacząć od nowa, aby być w pełni szczęśliwymi, aby zostawić
przeszłość za sobą. Wybaczyć osobie, która nas skrzywdziła i często, albo
przede wszystkim – wybaczyć sobie samym. Dać sobie prawo do pomyłki, do
naiwności i przyznać, że część winy może być po naszej stronie. Jest to może
patetyczne, ale wybaczenie jest przymiotem wielkich ludzi. I wielcy wiele razy
o tym mówili i nauczali. Jest to jedyna metoda, by ruszyć na przód i zacząć
żyć. Jednak oczywiście cała ta notka dąży do czegoś więcej niż stwierdzenia, że
wybaczenie jest nam potrzebne. Otóż sama zmagałam się z trudnością w wybaczeniu,
a sprawa dotyczyła teoretycznie tylko kłótni. Jednak praktycznie niosła za sobą
wiele bolesnych słów, poczucie niesprawiedliwości, poczucie skrzywdzenia. I
długo nie dawała mi spokoju. Któregoś razu szukając jakiś artykułów związanych
z rozwojem osobistym trafiłam na ideę radykalnego wybaczania, a kiedy
zapoznałam się z nią bliżej przyniosła mi wielką ulgę. Pokazała, że mogę
wybaczyć sobie i drugiej osobie, pozwoliła mi ona ruszyć na przód.
Czym różni się radykalne wybaczenie od
tradycyjnego? Przede wszystkim perspektywą jaką patrzymy na bolesne wydarzenie.
Przestajemy postrzegać je w kategorii krzywdy i ludzkiej percepcji, poszerzamy
nasze spojrzenie o sferę duchową. Kiedy przyjmiemy założenie, ze nasze życie i
to, co nas spotyka jest w pewien sposób drogą duchowego rozwoju, zaczynamy
pojmować, że wiele sytuacji lub one wszystkie, zdarzają się po to, by nas
czegoś nauczyć. Mają nas przybliżyć do bycia lepszymi ludźmi, lepszymi
istotami. Lub mają sprawić, że nasze życie nie będzie już takie samo, ale jeśli
przerobimy naukę jaką ta sytuacja wniosła, nasze życie będzie lepsze. Tym samym
odbieramy możliwość oceniania konfliktowej sytuacji w kategoriach dobra i zła.
Po prostu to się wydarzyło. Zaczynają się też odwracać nasz role. Nie musimy
już więcej stawiać siebie w roli ofiary, a drugiej osoby w kategorii sprawcy
czy kata. Nie musimy już dłużej czekać, aż nasz przeciwnik zrozumie swój błąd
lub siebie wytłumaczy. To my zaczynamy wpływać faktycznie na daną sytuację,
ponieważ otwierają się przed nami nowe możliwości. W poprzednim układzie ofiara- sprawca,
rozwiązanie jest tylko jedno, potępienie, przyznanie się do winy,
zadośćuczynienie; jednak często jest ono niemożliwe i stawia ofiarę w sytuacji
wiecznego oczekiwania. Nawet jeśli chce wybaczyć, często jest to wybaczenie
podszyte poczuciem swojej wyższości, lub chęcią pokazania, innym, że rusza
dalej, jednak tak naprawdę w sercu wciąż ofiara chowa urazę. Radykalne
wybaczenie, ponieważ pozbawione elementu wartościowania daje nam zupełnie nowe
narzędzia i pozwala faktycznie przejść przez ten proces i uwolnić siebie od
dawnych krzywd. Pozwala nam powrócić do trudnej sytuacji, wyrazić wszystkie
swoje emocje i uczucia, następnie pozwala spojrzeć na nią z nowej perspektywy,
pozwala uwolnić się od chęci potępienia drugiej osoby, a nas od stawiania się w
pozycji ofiary. W końcowym etapie radykalnego wybaczania „Dochodzimy do
wniosku, że nie ma czego wybaczać, bo tak naprawdę nic złego się nie stało,
ponieważ we wszystkim co nas spotyka jest doskonałość. Trudne sytuacje nie
przytrafiają się NAM
tylko DLA NAS i służą naszemu rozwojowi.” (http://www.solaris-rozwojosobisty.pl/czym-sie-rozni-radykalne-wybaczanie-od-tradycyjnego-leslawa-jaworowska/) Radykalne
wybaczenie oscyluje na granicy rozwoju duchowego i psychologii. Nawiązuje w swoich podstawach
do stwierdzeń Junga, do teorii życiowej energii, do samorozwoju i potęgi
naszego umysłu. Na początku można kwestionować skuteczność i sposób działania
tej metody. Jednak osobiście gorąco namawiam do podarowania sobie chwili czasu i
przyjrzenia temu procesowi bliżej. Radykalne wybaczenie podzielone jest na
kilka etapów. Powracając do początku bolesnej sytuacji, pozwalając sobie na pełne
przejawienie naszych uczuć i ran, przechodzimy do etapu zmiany perspektywy
patrzenia na daną sytuację, a potem do wybaczenia. Mnie ulgę przyniosło
już samo czytanie różnych artykułów i zapoznanie się z krokami radykalnego
wybaczenia. Zrozumiałam, że tak po
prostu miało być, dostrzegłam sytuacje i pewne niuanse, które mnie doprowadziły
do tego momentu i zdałam sobie sprawę, że dobrze się stało, jak się stało, że
mimo, iż trudno było mi zapomnieć, moje życie teraz jest po prostu lepsze. Zdałam
sobie sprawę, że dla obu stron, konsekwencje tak naprawdę są dobre. Jednym słowem, radykalne wybaczenie
podziałało. Jestem przekonana zatem, że pomoże również innym, którzy zmagają
się ze wspomnieniami i ranami z przeszłości. Dajmy sobie szanse na świeże
spojrzenie, na nowy start. Na spokój ducha i czyste sumienie.
Nie jestem w stanie streścić całego
procesu, odsyłam zatem do źródeł. Tutaj kilka informacji ogólnych:
Tutaj natomiast już strona poświęcona tylko i wyłącznie
radykalnemu wybaczeniu:
Na początek najlepiej
poczytać artykuły, zapoznać się z informacjami dotyczącymi tego procesu, może przeczytać
książkę autora tej metody: Colin C. Tipping, „Radykalne wybaczanie”. Następnie
można spróbować tej metody na sobie. Sposobów jest kilka: można spotkać się z terapeutą, można wziąć udział w
grze, można też zrobić to samemu za pomocą arkuszy dostępnych na powyższej
stronie.
Jeśli czujesz, że wciąż nie przerobiłeś
trudnej sytuacji w swoim sercu, jeśli chciałbyś
wybaczyć, ale nie wiesz jak, metoda radykalnego wybaczenia jest na pewno godna
Twojego zainteresowania i spróbowania.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz