Na samym początku
tego bloga wspominałam, że raz na czas będę poruszać też kwestie spoza obszaru
motywacji. Dziś właśnie nadchodzi pierwsza taka notka. Będzie ona, mam nadzieję,
inspiracją do podróży, poszukiwania fajnych miejsc, a może nawet tworzenia?
Zacznę może od
paru słów wstępu. Półtora roku temu razem z moim chłopakiem podjęliśmy decyzję
o wyjeździe do Londynu. Nie byłam przekonana w stu procentach czy to już jest
ten czas, ale mój partner bardzo nalegał, ponieważ znał dobrze to miasto, a
Polskie przedmieścia powoli stawały się dla nas za małe. Tak więc obroniłam
magisterkę, spakowaliśmy manatki i po hucznym pożegnaniu wyruszyliśmy zmieniać
życie. Początki nie były najłatwiejsze, choć porównując do niektórych
emigrantów można rzec, że miałam duże szczęście. Lokum mieliśmy od razu
nagrane, pracę znalazłam w ciągu trzech dni i jakoś zaczęło się nowe życie kręcić. Dopiero potem zaczęły się schody.
Miasto jest olbrzymie, realia nowe, inne (np. osiedla domków wyglądają tak samo, a wielkość monet nie odpowiada ich wartości!), codziennie mijasz anonimowo tysiące ludzi, ciężko
przywyknąć do całkiem innej kultury lub właściwie mieszanki kultur. Do tego
tęsknota za rodziną i przyjaciółmi, która ciążyła na sercu. Nie muszę chyba się
rozwodzić za długo na urokami życia na obczyźnie, bo większość z nas ma kogoś
bliskiego lub znajomego za granicą. Jednak zostaliśmy. Po dziewięciu miesiącach
mój romans z Londynem zamienił się w trwały, miłosny związek. Od początku
fascynowało mnie tempo życia tego miasta. Podziwiałam rozwiązania
technologiczne, komunikacyjne, architektoniczne i różnorodność Londynu. Ale
najbardziej urzekało mnie, że to miasto jest jak matka. Jak suka. Przyjmie i
wykarmi każdego, każdy znajdzie dla siebie tu kąt. Jest to miejsce wszelakich możliwości. Jeśli w siebie
wierzysz, tutaj śmiało możesz stawiać kroki we wszystkim, co sobie zamarzysz.
Nie jest łatwo, musisz być pewny siebie i wytrwały, jeśli jednak spełniasz te
czynniki, odniesiesz sukces. Esencją tego miasta są ludzie. Z każdej części
świata. Tysiące pięknych lub nieprawdopodobnych historii. I to, co lubię
najbardziej – ich wygląd. Tutaj ulica to często wybieg mody lub manifestacja
swojego ja. Bez szpanu i bez zaciekawionych spojrzeń. Nie odbierzcie mnie źle,
po prostu fascynuje mnie moda i jej wszelakie interpretacje. Naprawdę doceniam
to, że tutaj możesz być kim chcesz i nikt nie będzie specjalnie się dziwił
kolorowym włosom, gigantycznym tunelom, olbrzymiej ilości tatuaży, itd. No i w
końcu sam Londyn, jego dzielnice, ulice i zakamarki. Światła i światełka na
ulicach. Czerwone autobusy, Tamiza, sylweta i widoki. Uwielbiam spacerować czy
jeździć po olbrzymich, pięknych parkach, które są dostępne dla każdego.
Uwielbiam zgubić się, nie mogąc wciąż zapamiętać kierunków miasta, bo zawsze,
przypadkiem, odkrywam jakieś piękne miejsce. Każda cześć miasta ma swój
niepowtarzalny klimat. Mam tutaj swoje ulubione dzielnice i miejscówki i chcę
Wam pokazać Londyn, jakiego być może nie znacie.
No, to temat
geografii mamy za sobą. Czas napisać o sztuce. Dziś będzie o Street Art’cie
(nie wiem, czy taka jest poprawna spolszczona pisownia, przy takiej zostaję),
czyli o różnorakich graffiti, wlepkach, nalepkach, plakatach i wszelakich
ulicznych przejawach twórczości.
W Londynie na
każdym kroku można znaleźć ślady działalności grafficiarzy. Jest kilka
dzielnic, gdzie powstały i wciąż powstają prawdziwe arcydzieła. Niektóre są
piękne, niektóre śmieszne, niektóre nie pozwalają o sobie zapomnieć. Można tu
znaleźć ślady znanych jak Banksy, Stik, Invader, MOBSTR. Ale przede wszystkim
można podziwiać prace wielu anonimowych artystów lub tych, których my nie
znamy. To nie ma znaczenia. Znaczenie mają natomiast uliczne dzieła sztuki. Moja
fascynacja Street Art’em zaczęła się już w Polsce, po obejrzeniu „Wyjścia przez
sklep z pamiątkami”, jednak nigdzie indziej nie miałam okazji do podziwiania
tylu jego przejawów. Z wielu spacerów po moim mieście mam pamiątki w postaci
zdjęć różnych murali, plakatów czy wlepek. W Londynie wszystko zaczęło się od
pierwszej wycieczki na Shoreditch, kiedy w poszukiwaniu pchlego targu
trafiliśmy przypadkowo na Jerome Street, którą to nazwę skądś znałam. Szybko
przeszukałam moją zupę (mam na myśli portal ze zdjęciami i obrazkami) i już
wiedziałam, że pokocham tę dzielnicę. Otóż właśnie znalazłam miejsce jednej z
moich ulubionych naściennych historii!
A poniżej, moje pamiątkowe:
Cała ta dzielnica
okazała się być niczym wystawa sztuki ulicznej. Mało który mur czy ściana
ostały się nienaruszone. Może ktoś nazwie to „wandalizmem”. Dla mnie to sztuka
w najczystszej postaci, ponieważ tworzona nie dla rozgłosu, ale dla przekazu,
przez zwykłych, anonimowych ludzi. Nic tak do mnie nie przemawia i żadna praca
plastyczna nie porusza mego serca tak, jak dobre graffiti. Poniżej jeszcze
kilka przykładów z tejże, nie muszę chyba dodawać, jednej z moich ukochanych,
dzielnic.
Innym razem
wybraliśmy się na spacer po okolicach i w poszukiwaniu nowych graffiti.
Generalnie w obszarze Shoreditch i Hoxton. Oto, co znaleźliśmy. Pierwsze trzy zdjęcia przedstawiają ścianę, która w całości dedykowana jest street art’owcom,
jest to ściana „żywa”, która, co jakiś czas jest malowana na nowo.
A to nowa praca,
ostatnio oprowadzając znajomą trafiliśmy na to cudo na Hoxton.
Ze starszych
archiwów mogę pochwalić się natknięciem się na pracę Banksy’ego i kilkoma
mniejszymi graffiti, znalezionymi na Notting Hill.
Poniżej niestety tylko
trzy zachowane zdjęcia z wycieczki na Bankside. Pierwsze dwa zrobione, jak można się
domyślić, w miejscu dedykowanym skaterom:)
Nawet na brzydkim
markecie Wood Greenu można znaleźć coś fajnego wracając z pracy.
A to moja
ostatnia zdobycz, zupełnie przypadkowa. Zdjęcie zrobione podczas drogi
powrotnej z imprezy na Dalston.
Muszę dodać, że
tak, to ta sama ściana, którą można zobaczyć na okładce płyty Rudimental!
Zapraszam więc na
wycieczki do Londynu śladami Street Art’u. Wiem, że można znaleźć w Internecie
ludzi, którzy organizują wycieczki jego śladami. A może zrobić ten mały krok w
przód i samemu zacząć tworzyć? Chodzi mi taka myśl od dłuższego czasu po
głowie.
Pięteczka!




































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz